W Hiroszimie przesiadka do miasteczka Miyajima a stamtad promem na wyspe. Z oddali widac slynna Miyajima O-torii (Brama wejsciowa do swiatynii). Po zejsciu na lad - niespodzianka w postaci platajacych sie po miescie sarn! Niesamowite, zupelnie oswojone zwierzeta, chetne do glaskania. Doczytalam pozniej, ze w religii shintoistycznej sarny sa poslancami bogow. No i zaczely sie zabytki. Na pierwszy ogien poszla Torii tym razem z bliska, dalej Chram Itsukushima - jeden z glownych landmarkow Japonii i swiatynia buddyjska Zen - Daisho-In. Bladzac w labiryncie swiatyn i kapliczek, mijajac malutkie kamienne posazki buddy (Jiyo) natrafilam na odbywajaca sie modlitwe. Usiadlam sobie z boczku i wsluchiwalam sie w dzwieki bebna i spiew mnicha. Wybijany rytm, zmieny ale powtarzajacy sie, modlitwa mnicha, wychodzacy dzwiek 'om' i skupienie podzialaly na moj umysl. Przez chwile wylaczylam sie z istniejacej rzeczywistosci, moje mysli podazyly w nieznane, poczulam sie zupelnie odprezona i spokojniejsza. Doswiadczenie warte przezycia.
Po tych duchowych oczyszczeniach przyszedl czas na wysilek fizyczny. Ale ze bylo juz dosc pozno a jeszcze tyllllleeee mialam do zrobienia, udalam sie na gore Misen... kolejka ;) Warty zaznaczenia jest fakt ze gora mierzy... 535 mterow :))) Tam zwiedzilam sobie wszystkie mozliwe swiatynie, w tym dla zakochanych (a mnie to po co?!), obserwatorium i skalki, po czym udalam sie w dol. Brak wprawy, nieodpowiednie buty (baletki) i dzis z lozka wstac nie moglam! Lydki bede miala rozbudowane po tej podroz jak jakis atleta;) Ale zeby nie bylo tak na negatywnie, sama traska urocza i cudna, widoki zapierajace dech w piersiach, kamienne schody do samej wioski. Mijajacy sie po drodze japonczycy pozdrawiaja sie (i mnie) tutejszym - Konnichiwa (czesc). Wbilam juz do glowy na rowni z Arigato Gozaimasu (dziekuje bardzo). Zebralam sie do opuszczenia wyspy, ale po drodze zaliczylam jeszcze pare landmarkow: Pieciopietrowa Pagode i Senjokaku (biblioteka sutr). Juz zachodzilo slonce jak zegnalam sie z Miyajima. Prom, pociag i dalej do Hiroszimy.
Zapytalam pania w informacji turystycznej jak dotrzec do Kopuly Bomby Atomowej i Parku Pokoju a ta dukana angielszczyzna wskazala mi tramwaj. W dalsza droge udalam sie tutejszym wynalazkiem. Dotarlam na miejsce a ze bylo juz zupelnie ciemno (godzina 18.00) wytezalam wzrok (i moj aparat tez;). Pare surowych scian to wszystko co zostalo z Hiroszimy w sierpniu 1945 roku. I do dzis tam stoi jako pomnik-przestroga. Cos mi to przypomina. W oka mgnieniu i na piechote przeszlam park i pobieglam do zamku. Bez szalenstw. To byloby na tyle zwiedzania Hiroszimy. Tramwaj na stacje, shinkansen do Okayamy i pozniej samochodem-zabawka do Akaiwa. Uff, nareszcie w domu.
Kolej wygląda jak statek kosmiczny
ReplyDeletestatek kosmiczny i pedzaca rakieta w jednym!
ReplyDeleteZ Okayamy do Hiroszimy jest 160 km, pociag pokonuje ta odleglosci w 50 min (dla porownania podroz super szybka nowa polska koleja z Lodzi do Wwy - 120 km trwa w 1.45h;)