Ranek byl cudny. Postanowilam, ze wynajme sobie rower i pozwiedzam okolice. Hostel oferowal wypozyczanie rowerow w ramach uslug. Zasiadlam do mojego niebieskiego rumaka. Kolana mialam pod broda! Taka tutaj moda, ze rowerem to wszedzie i zawsze, a i owszem, ale zeby wykorzystac cala sile nog, to juz niekoniecznie. Sruby zardzewiale, nie dam rady wyregulowac siodelka, a co tam wyprobuje jazde rowerem w stylu japonskim. Bedzie fajnie i bylo!! Blisko do ziemi, dalo sie hamowac nogami lub podpierac w razie potrzeby. Spakowalam recznie narysowana mapke i ruszylam w podroz wokol jeziora Kawaguchiko. Czulam wiatr we wlosach. Przypomniala mi sie jedna z ostatnich scen z filmu Miasto Aniolow gdzie Meg Ryan podczas jazdy na rowerze pozwala promieniom slonca otulac swoja twarz. Czulam sie dokladnie tak samo
Saturday, 30 October 2010
Kawaguchiko, Gora Fidzi (27 paz, sroda)
Dzien wczesniej mialam maly problem z dotarciem do hostelu. Jak tylko wysiadlam z autobusu poczulam zminy powiew wiatru na twarzy. Oj, mysle sobie, troche tu chlodnawo a ja zostawilam moj cieplusi polar w przechowalni bagazu w Tokyo
Damnnnn… Byla juz prawie 20.00 a nad miasteczkiem panowaly ciemnosci. Kierujac sie mapa z ulotki hostelu oczywiscie zbladzilam. Czulam, ze jestem blisko ale krazylam w kolko. Pytalam przechodniow, turystow, dziewczyn w sklepie. ‘Tak to juz tu, blisko, no tam, po ciemku trudno trafic’. Na ulotce zaznaczony byl Onsen, obralam go sobie za cel bo zaraz obok mial byc moj hostel. Oczywiscie nazwa onsenu byla po japonsku! Porownywalam choineczki z ulotki do nazwy onsenu. Tak, bylam na tropie. W koncu po 1h bladzenia trafilam do K’s House Mt. Fuji. Gdy weszlam do srodka okazalo sie, ze recepcja zamknieta. Jednak czekal na mnie klucz w kopercie. Rozlokowalam sie w pokoju (bylam sama – hurra!). Zrobilam sobie herbate, noddle instant, zagadalam do pary Slowencow, wskoczylam na internet. Wrocilam do pokoju i juz w lepszym nastroju usnelam.
Ranek byl cudny. Postanowilam, ze wynajme sobie rower i pozwiedzam okolice. Hostel oferowal wypozyczanie rowerow w ramach uslug. Zasiadlam do mojego niebieskiego rumaka. Kolana mialam pod broda! Taka tutaj moda, ze rowerem to wszedzie i zawsze, a i owszem, ale zeby wykorzystac cala sile nog, to juz niekoniecznie. Sruby zardzewiale, nie dam rady wyregulowac siodelka, a co tam wyprobuje jazde rowerem w stylu japonskim. Bedzie fajnie i bylo!! Blisko do ziemi, dalo sie hamowac nogami lub podpierac w razie potrzeby. Spakowalam recznie narysowana mapke i ruszylam w podroz wokol jeziora Kawaguchiko. Czulam wiatr we wlosach. Przypomniala mi sie jedna z ostatnich scen z filmu Miasto Aniolow gdzie Meg Ryan podczas jazdy na rowerze pozwala promieniom slonca otulac swoja twarz. Czulam sie dokladnie tak samo
Ogarnela mnie radosc z bycia w tym miejscu, w tej chwili i w tym momencie. Nic prostrzego, zwykla czynnosc jazdy na rowerze, a to uczucie swobody, wolnosci, milosci przeszylo moje cialo. Milosci do zycia, do chwili, do siebie. Moglabym tak jechac i jechac rozkoszujac sie widokami zatopionej w chmurach Fidzi. Nie przeszkadzal mi ani chlod, ani przykurcz lydek. Bylo po prostu cudownie 

Ranek byl cudny. Postanowilam, ze wynajme sobie rower i pozwiedzam okolice. Hostel oferowal wypozyczanie rowerow w ramach uslug. Zasiadlam do mojego niebieskiego rumaka. Kolana mialam pod broda! Taka tutaj moda, ze rowerem to wszedzie i zawsze, a i owszem, ale zeby wykorzystac cala sile nog, to juz niekoniecznie. Sruby zardzewiale, nie dam rady wyregulowac siodelka, a co tam wyprobuje jazde rowerem w stylu japonskim. Bedzie fajnie i bylo!! Blisko do ziemi, dalo sie hamowac nogami lub podpierac w razie potrzeby. Spakowalam recznie narysowana mapke i ruszylam w podroz wokol jeziora Kawaguchiko. Czulam wiatr we wlosach. Przypomniala mi sie jedna z ostatnich scen z filmu Miasto Aniolow gdzie Meg Ryan podczas jazdy na rowerze pozwala promieniom slonca otulac swoja twarz. Czulam sie dokladnie tak samo
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment