Tuesday, 26 October 2010

Drugi weekend w Japonii – Kyoto (22 paz)

 

Znowu w pociagu. Nareszcie mam czas aby usiasci i nadrobic zaleglosci na blogu. Pare ostatnich dni bylo dosc zakreconych ale wroce do momentu gdzie rozstalam sie z moim przyjacielem – karaluchem w ryokanie w KyotoSmile Cala noc udalo mi sie czuwac i spalam z jednym okiem otwartym. Mimo wszystko zdecydowalam sie zostac w tym samym miejscu ale zmienilam pokoj. I to tez sie udalo biorac po uwage fakt odbywajacego sie w miescie festiwalu – Kyoto Jidai Matsuri (Festival of Ages). Jest to doroczny fesiwal upamietniajacy dzieje i historie miasta z okresu kiedy Kyoto bylo stolica Japonii (794-1868). A cala feta sprowadza sie do parady glownymi ulicami miasta gdzie kilkaset uczesniknow prezentuje stoje i kostiumy odpowiednie dla historcznych epok swietnosci Kyoto. Bylam i widzialam. Uczesniczylam co prawda jako obserwator  ale bylo warto. Nie chodzilam po muzeach w Japonii a tu prosze muzemu przyszlo do mnie Smile W oczekiwaniu na procesje (prawie 2h spedzialam na krawezniku ulicy) umilalam sobie czas pogaduszkami  z przemilymi japonskimi staruszkami: ja po ang, one po japonsku plus przewodnik lonelyplanet z marnym slownikiem i gesty. Dalo radeSmile Wystarczy odrobina cierpliwosci i paczka cukierkow bez cukry (nie chce wiedziec co to bylo!). Parada byla barwna, kolorowa ale jakas taka powazna. Mialam przeglad epok historycznych Jpaonii, poprzez stroje giermkow, wojownikow i wojowniczek, samuraji, mnichow, szogunow, reprezntacyjnych i waznych historycznie kobiet, gejsz, prezentacji uzbrojenia, wozwow i koni. Jednym slowem bylo wszystko. Zabraklo jedynie oprawy muzycznej, ot takiego przyspiewywania jak podczas procesji w dniu Bozego Ciala w PolsceWinking smile.

DSC_0006 DSC_0100

DSC_0130 DSC_0180

DSC_0084 DSC_0027

Natomiast wieczorem odbywal sie Festival of Fire w mijscowosci Kurama jakies 40 minut jazdy pociagiem na polnoc od Kyoto. I co?! I bylo bardzooooo tloczno! Mala miescina, dwuwagonowe pociagi zawodzily ogromna mase ludzi do tej malowniczej miejscowosci. Gdy tam dotarlam byl juz ciemno ale nad miasteczkiem roznosila sie ciepla, zlota luna swiatla. Idac za tlumem szybko zorientowalam sie ze im dalej w glab miasteczka tym ciasniej. Zawrocilam i stanelam tam gdzie bylo luzno. Okazalo sie, ze tlum celowo kierowany byl w wyzsze partie glownej ulicy zeby mozna bylo pomiescic przybywajacych. I juz po chwili poczulam ciasnosci i cieplosci Winking smile No i tak sama ale w otoczeniu amerykanow, australijczykow i innych azjatow (nie umiem rozroznic nacji – przepraszam) czekalam sobie kolejne 2h na pokaz ognia. Przy okazji dowiedzilam sie ze Snikers w Japonii jest mniej slodki niz w Stanach, ze w ogole w Japonii jest mniej cukru w cukrze, ze w Kyoto dobrze mozna zjesc w miejscu x, ze na drinka to do miejsca y, i ze najlepsze na swiecie wino jest w Australii – dalo sie wyczuc nosem. Bateria w aparacie odmowila posluszenstwa i zdecydowla za mnie, ze nocnych zdjec robic nie bedzie. Oki pomyslalam i juz mialam sie zbierac  bo kregoslup zaczal odmawiac mi posluszenstwa. Jednak dzielnie, jak na twarda Polke przystalo, zostalam aby nacieszyc oczy tym widowiskiem. Zaczelo sie. W oddali slychac bylo wybijany jednostajny rytm. Niebo rozpromienilo sie cieplym czerwonym swiatlem i nagle z ciemnosci wydobyly sie ogromne pochodnie niesione na barkach mezczyzn skapo odzianych. Do tego dolaczona byla hostia, cos w rodzaju naszego polskiego sztandaru. Panowie od ognia, specjalnie zproszeni goscie, mieszkancy wioski jak tez zwykli turysci udali sie do chramu shintoinskiego na koncu drogi (podobno szczycie gory). Nie zostalam powalona na kolana tym przedstawieniem ale zatesknilo mi sie do naszych gor, lasow, ognisk i przypalonej kielbasy prosto z patyka, no i piwka. Mmmm, odlegle marzenie a tak proste do zrealizowania. Wystarczylo mi wrazen i postanowilam zebrac sie wczesniej. Jakiez bylo moje rozczarowanie gdy przed wejscie mna stacje zobaczylam kolejke ludzi, ktorzy wpadli na podobny pomysl. Dotaralam do ryokanu ale przed snem uraczylam sie ‘Taste of Sapporo’. Poczulam sie prawie jak w domu, obwedzona od ognia z puszka piwa w rece. Zasnelam w minuteSmile

DSC_0268 DSC_0275

2 comments:

  1. Fajne to zdjecie przy ogniu.

    Przypomniala mi sie kilbasa z ognia popijana chlodnym piwem na ostatnim mazurskim rejsie :)

    ReplyDelete
  2. Pieknie Wojtku:) Narobiles mi ochoty i na Mazury, i na kielbase, i na chlodne piwo;)

    ReplyDelete