Thursday, 7 October 2010

tydzien przed wyjazdem

Tak tak, zostal mi juz tydzien do wyjazdu. Nastroj - zajefajny ale i troche strachow we mnie siedzi. No bo jeszcze dzis, albo dopiero dzis, zalatwialm sobie ubezpieczenie zdrowotne! Szukalam tez malego netbooka w miescie, zegarka z budzikiem, drugiego obiektywu, baterii zapasowej do aparatu, wkladu do spiwora, malego notesu na adresy i grzalki. Wiekszosci oczywiscie nie udalo mi sie kupic. Przyczyna? Czyste lenistwo, waz w kieszeni, nieumiejetnosci podjecia decyzji i dokonania wyboru. Znaczy cala Kasia ;)
Duzo sie dzieje a jeszcze wiele przede mna. 2 dni temu dolaczylam do couchsurfingowcow. Ucze sie obslugiwac ta stone a nawet wyslalam jednego maila w nadziei, ze znajdzie sie wolna kanapa i przed wyjazdem uda mi sie znalesc jakas fajna miejscowke z fajowymi ludzmi w Tokyo. A jak nie, to bedzie hostel. A i to ciekawa opcja bo moze poznam ludzi zdazajacych w to samo miejsce co ja.
To nie koniec zmagan. Jutro ciag dalszy przygotowan - pakowanie. Ale nie tak szybko, nadgorliwosc i obowiazkowosc nie jest wpisana w moj charakter. Coz zrobic. Pakuje caly swoj czteroletni dorobek irlandzki pudla i wysylam do Pl, a to co zostanie oddam w spadku. Szykuje sie niezly bagaz. Towarzyszace mi uczucie lekkiego smutku i sentymentu przeplata sie z ekscytacja, niepewnoscia i radoscia. Znowu cala Kasia, czytaj: czysta ambiwalencja;)
Tymczasem, z racji poznej pory udam sie na spoczynek (ale 'dama' pojechalam;). Do nastepnego Kochani i kolorowych. Jutro juz bedzie 6 dni do wyjazdu...

No comments:

Post a Comment