Sunday, 17 October 2010

Akaiwa, Okayama, Japonia - u Junko i Seana

Jestem. Dotarlam do Junko i Seana. Sean odebral mnie ze stacji w Okayama City, poszlismy na mala kawke i tosta, po czym jego malym 0.6l samochodzikiem pomknelismy do Akaiwa. Maly samochodzik mnknie po waskich uliczkach z warkotem meczacego sie silnika. Wygladem i wydobywajcym sie spod maski dzwiekiem przypomina samochod na baterie, ktorym w wieku lat 7 (mamo popraw bo dokladnie nie pamietam) bawilam sie po dywanie. Niesamowite, ze mozna nawet do takiej oto zabawki wejsc i sie nawet nia przemiescic:) Dojechalismy na miejsce bylo juz ok godziny 18.00 i jakby za dotknieciem czarodziejskiej rozczki ktos wylaczyl swiatlo. Bylo ciemno, cieplo, gwiezdziscie i glosno od cykajacych swierszczy. Coz za rozkoszny odglos natury, spokoju, relaksu. Przypomnial mi sie sierpien w Polsce nad jeziorem, mnnnmm, poezja:)) Czulam sie jak na wakacjach w oddalonej o lata swietlne buddyjskiej swiatynii Zen. Tego mi bylo trzeba, uragnionego spokoju, po tych wszystkich zawirowaniach zycia. Ale nie o tym mialo byc. Tego tez wieczoru rozmawialismy do pozna a i mnie spac sie nie chcialo. No bo przeciez w Europie ludzie koncza dopiero prace. Junko przygotowala potrawke - nie japonska a bardziej polska - ziemniaki zapiekane z miesem mielonym i grzybkami. Mniammm, pychota:) Bylo powitalne winko i gadu gadu noca.

dom Junko i Seana

wnetrze typowego domu japonskiego




Nastepnego dnia (piatek) obudzilismy sie wszyscy ok 12.00 w poludnie. O 7 rano przebudzila mnie melodia (hymn Europy). Okazalo sie, ze w kazdej wiosce w Japonii o godzinie 7 rano, 12.00 i 17.00 puszczane sa z publicznych glosnikow rozne melodie. Moze to byc nawet kawalek z repertuaru The Beatles czy Franka Sinatry. Kazda wioska dobiera sobie sama fragment muzyczny ale godzin przestrzegane sa jak w zegarku. No chyba, ze jest to niedziela. Po sniadaniu Sean zabral mnie na przejazdzke po okolicy ale wczesnie urzadzilam sobie krotka piesza wycieczke w obrebie ich domu. Moje obserwacje: dom typowo japonski wybudowany jakies 80 lat temu, przepiekny ogrod z cudnie uksztaltowanymi drzewami (powieszenie drzewka bonsai), tuz za domem las bambusowy, maly cmentarz, na drzewach rosna kaki (persimmon), wszedzie ogromne i roznobarwne pajaki czekajace na swoje ofiary - czyli mnie:) Zaprzyjazniam sie z komarami, wyszlam na 15 minut a juz sie trzech babli dorabilam. Po 4 latach w Irl pozwalam tym krwistym insektom dobrac sie do mojej skory.

ryz
Dotarlismy do buddyjskiej swiatyni Zen. Trzeba byc miejscowym zeby tam sie dostac bo nie ma jej w przewodniku. Miejsce okazalo sie byc oaza harmonii, rownowagi, spokoju. Zero mnicha, zero turysty, tylko wypielegnowany w kazdym detalu ogrod Zen.


dzwon w buddyjskiej swiatynii Zen










Wyruszylismy do Okayama zobaczyc japonski ogrod - Koraku-en Garden, jeden z Trzech Wielkich Ogrodow Japonii, najbardziej popularnych w calej Japonii. Przepiekny ogrod kryjacy w sobie roznorodnosc form. Wchodzac do ogrodu widze tylko ogromny obszar drobiazgowo wypielegnowanej trawy z widokiem na Zamek Okayama. Przemieszczajac sie po ogrodowych sciezkach odkrywam to coraz ciekawsze zakatki, od przepieknego domu fudalnego pana, poprzez staw z kwiatami lotusa, chramy (shrines), stawy z kolorowymi karpiami, plantacjami ryzu i herbaty, zurawiami w klatkach i domami odpooczynku. Mozna sie w tych ogrodach zakochac, kazdy znajdzie cos dla siebie :)

Ogrod Koraku-en

Kolorowe karpie



No comments:

Post a Comment