Tak tak, zostal jeden dzien. A i tak sie dzialo sporo. Ale od poczatku. Sobotnia impreza udala sie znakomicie, znaczy ja bawilam sie przednio, znajomych i przyjaciol przyszlo sporo, bylo wino, tango i ja w centrum zinteresowania;) Czego chciec wiecej?!?! Niedziela uplynela pod znakiem leczenia kaca a raczej zabawy w modeling z Pati. Biegalam po lesie boso wystrojona w super odjechane stylizowane ciuchy. Zabawa byla przednia :) Pati odwalila kawal dobrej roboty, nawet z lekkim zmeczeniem mozna sie komus do czegos przydac:) Bezcenne... A fotki zamieszczam nizej.
No tak ale juz przyszedl dzien pakowania manatkow. Zastanawia mnie jak mam sie zmiescic cale roczne zycie w jeden nieduzy plecaczek?! Idzie mi to swoja droga jak krew z nosa. Koszulek ilosc x, spodni ilosc y, skarpetek z. I tak przez caly rok!! To przeciez niemozliwe, zycie na walizkach przez rok. W tym wieku, o czym ja myslalam planujac swoje marzenie? Dzis w nocy zdalam sobie sprawe z wlasnej glupoty lub tez ignorancji gdy zauwazylam ze moja karta kredytowa jest wazna tylko do grudnia 2010!! A mnie zostal jeden dzien, no i zeby skaly mogly mowic, popukalyby sie w glowe. Zmienilam adres i czekam na karte w Japonii. Mam nadzieje, ze tam dojdzie ekspresem, a jak nie to bede musialam sie zatrzymac gdzie na dluzej. Tajlandia? Kambodza? Bali? A i to nie stanowi problemu:)
Oki, uciakam dalej wyciskac wszelkie moce z plecaka i uformowac go do porzadanych ksztaltow. moze uda mi sie wynegocjowac sama ze soba jedna pare spodni wiecej. Takze, witaj przygodo, zegnaj Dublinie! Jutro Japonia:))) Happy days:)))


No comments:
Post a Comment