Poniedzialek rano obudzil mnie znajomy odglos plynacego z glosnikow hymnu Europy. Na ten dzien zaplanowalam oglone porzadki, pranie, wpis do bloga, uporzadkowanie zdjec, zaplanowanie dalszej podrozy, przejzenie plecaka z mysla o odeslaniu paru bibelotow do domu. Z gory zalozylam ze zostane u Seanow dwa dni. Owszem, pranie wypalilo, blog, zdjecia i dalsza trasa – nie, przeglad plecaka – owszem choc z trudem pozbylam sie rzeczy niezbednych! No bo nie dam rady dzwigac 18 kg na plecach plus ok 8 kg przed soba. W efekcie nikt mnie nie pozna po roku wojazy

Takze wypakowalam spiwor, kubek, grzalke, gruba bawelniana bluze z kapturem, koszulki, spodenki, buty do tanga (

) etc. W sumie pozbylam sie 5kg. Niezle ale i tak czuje na plecach ciezar. Przede wszystkim dzwigam 3 grube przewodniu lonelyplanet! A to pewnie z 1.5 kg.
Wieczorem Junko zabrala mnie i jej znajomego do Onsen. Jest to rodzaj goracych zrodel termalnych (hot springs) a Japonia jest jednym wielkim gejzerem, jest nimi wypchana po brzegi (ponad 3000!). Okazalo sie, ze owy onsen byl podzielony na czesc dla pan i osobno dla panow. A przyczyna jest jedna, do onsenu wchodzi sie zupelnie nagusienko!

Widocznie niedoczytalam o tym w przewodniku. No ale trudno nie skorzystac skoro sie tak palilam do tego pomyslu. Rozebralam sie do przyslowiowej Ewy i dalej marszem pod prysznic (nie bedzie zdjec – sorrki

). Obowiazuje tutaj cala procedura: najpierw mycie i szorowanie mokrym recznikiem (10 min), plukanie i hop do wody. A woda cieplusienka, z babelkami lub bez, z lezankami, z prysznicami, wewnatrz budynku lub na dworze. Ech, najwieksza przyjemnosc mialam z moczenia swojego umeczonego ciala w cieplej wodzie na powietrzu (lub z malopolskiego ‘na polu’

) z widokiem na pelnie ksiezyca. Lepiej byc nie moglo

Pomyslalam sobie, no tak, dzis bede spala jak zabita. Niestety, jakie bylo moje rozczarowanie gdy po przyjezdzie ok 10 wieczor zostalam, grzecznie mowic, poproszona o opuszczenie domu Junko i Seana w dniu nastepnym (a nie ubierajac w slowa – wyrzucili mnie na zbity pysk

). A z jaka subtelnoscia to robili: ‘mamy duzoooo do zrobienia nie bedziemy mogi poswiecic ci czasu’, ‘jestesmy bardzo busy’, ‘no wiesz Kasia JR pass ci sie konczy, warto abys wyjechala juz jutro’, etc. Zagotowalo sie we mnie. Poczulam sie bardzooo rozczarowana. Do 3 rano opracowywalam plan, gdzie, co i jak dalej. Wybor padl na Gore Fidzi (Fuji) i Tokyo.
Po doslownie 4h snu spakowana i gotowa do drogii po raz ostatnii w tym domu zjadlam tosta i wypilam kawe. Sean odwiozl mnie na stacje. Oczywiscie spoznilam sie na pociag, bo tak to jest kiedy mieszka sie na wsi i jest sie zaleznym od innych! Po paru godzinach dotarlam do Tokyo. Zostawilam wielki plecak w przechowalni bagazu, zabralam tylko recznik, mydlo, klapki, bielizne na zmiane i ruszylam do Kawaguchiko pod stopami Gory Fidzi
chyba w Krakowie mówią "na polu" ? Powodzonka :)
ReplyDeleteFakt w Krakowie idzie sie 'na pole'. Zatem gdzie sie chodzi w Poznaniu? (poprawie pomylke) Dzieki :)
ReplyDeleteCala Galicja chodzi "na pole", Poznan chodzi na "kartoflisko" ;)
ReplyDeleteBagaz 18kg... Szalona :)