No wiec jestem :) Minelo 18 godziny odkad opuscialam Dublin. Przesiadka w Londynie poszla gladko i bezbolesnie. Samolot do Tokio wypchany byl po brzegi. Siedzialam z pewna starsza pania. Przez cale 10 godzin lotu nie zamienilysmy ani jednego slowa. British Airways wynagrodzilo ta strate i zapewnilo atrakcje. Byl cieply posilek a nawet dwa (z rozgrzewajacym sniadaniem), winko do obiadu, muzyczka, filmy, seriale. Mowiac jednym slowem do wyboru do koloru. Uraczylam swoja osobe dwoma filmami, ktore od jakiegos czasu chcialam zobaczyc: Toy Story 3 (bez szalenstw) i francuski Heartbreaker. Ten ostatni fantastyczny, komedia romanyczna o przewidywalnym zakonczeniu ale za to z masa przezabawnych scen i humorzastych zwrotow akcji. Smialam sie na glos sama do siebie a i tak starsza pani ignorowala moje towarzystwo. W przerwach studiowalam przewodnik po Japonii. Doszlam do wniosku ze 2 tyg to troche malo na poznanie kultury, tradycji i ludzi. Juz po wyladowaniu i odebraniu plecaka (hura, postanowil sobie pojezdzic po swiecie razem ze mna) ruszylam na podoj Tokyo. Wymienilam zamowiony wczesniej Japanese Rail Pass na autentyczny bilet, wsiadlam do pociagu upewniajac sie wczesniej pare razy i ruszylam do Tokyo. Z okna pociagu roztaczal sie widok na pola ryzowe, lasy bambusowe, nieduze starodawne swiatynie (shrines), a w obrebie duzych miast - na blokowiska i platanine sieci elektrycznej (cos na podobienstwo La Paz). Zaskoczyl mnie ten widok, szczegolnie ogrom blokow z malutkimi mieszkaniami. Jakby zywcem przeniesione polskie osiedle blokow (np. Lodz Chojny) zageszczone do granic mozliwosci, raczej szare, bure i brudne (ul Wschodnia w Lodzi). Wlasne M3 wydaje sie byc tu luksusem. To samo podobne wrazenie mialam na Glownej Stacji w Tokyo. Oczekiwalam nowoczesnosci, luksusow, przepychu i bogactwa a zastalam miasto lekko zaniedbane. No ale nie ma co chwalic dnia przed zachodem slonca. Teraz sie dopiero zacznie. Poczulam glod i postanowilam cos kupic sobie do jedzenia jako ze czeka mnie kolejne 4h drogi w shinkansenie (bullet train).
Jade sobie wlasnie w super szybkim pociagu. Co to za maszyna! Mknie do przodu niczym strzala, zostawiajacy za soba chlodny podmuch wiatru. Pisze bloga na ‘sucho’ bo do internetu nie moge sie podlaczyc. Zrodel jest masa ale jak nie blokowane haslem to plane z gory. Od czasu do czasu zerkne za okno. Zaczyna sie wypogadzac. Krajobraz sie zmienil. Jest bardziej zielono, gorzyscie, zabudowa raczej skromna, ludzie tacy sami. Tym razem to ja jestem intruzem – turystka :) Jade sobie, do Okayamy wprost na spotkanie z Junko i Seanem :) I juz mi sie zaczyna podobac, czuje sie bezpiecznie i swojsko. Najgorzej jest zaczac a pozniej juz idzie samo. Do nastepnego postu.
No comments:
Post a Comment