Sunday, 17 October 2010

Pierwszy weekend w Japonii

Sobota byla bardzooo ciekawym dniem. Uplynela pod  haslem leczenia jet lagu, muzyki, wystepow i szybkiego zwiedzania bardzo ciekawej zabytkowej miejscowosci. A wszystko to dzialo sie w miescie Kurashiki, Okayama. Sean jest muzykiem i w Kurashikach mial zorganizowany wystep. Po wystepach poszlismy zwiedzac zabytkowa czesc miasta, ktora kiedys slynela z wymiany handlowej ryzu, cukru i innych dobroci, a pozniej z wyrobow tekstylnych. Wieszkosc zabudowy to byle magazyny, przeksztalcone obecnie z sklepy z pamiatkami i miejscowymi wyrobami (jak garncarstwo Bizen). Przechadzalismy sie niewielkimi uliczkami, wczuwajac sie w klimat miejsca. Slicznie i cudnie bylo ale czulam sie jak na Krupowkach w Zakopanem. Wiem, nie ma co porownywac ale bylo tam jakos tak turystycznie, ciasno, uporzadkowanie. Bylo och i ach ale z radoscia przyjelam newsa ze czas juz ruszac dalej. Wieczor zakonczylismy we wloskiej restauracji w japonskim wykonaniu, hehe. Owszem byla pizza, pasta i tiramisu, ale najlepsze byly automaty do zminych i cieplych napoji z opcja refill. Tak troche po amerykansku, a moze tylko sie czepiam ;)




Junko i Sean zostali zaproszeni na tradycyjny festiwal o nazwie Komo Taisai, Grand Festival. W niedziele wczesnie rano Junko wskoczyla w swoj tradycyjny stroj - kimono i ruszylismy do miasteczka Kibichuo. Jest to festiwal bogow i dla bogow. Z okolicznych 8 miejscowosci zjezdzaja sie male przenosne swiatynie (chramy) - shinto shrines, gdzie w procesji i przy akompaniamencie bebnow, klaniaja sie bogom w duzej swiatynii Soja-goo Shrine w Kibichuo. Skojarzylo mi sie to z naszymi polskimi dozynkami. Zreszta daleko szukac, w pazdzierniku odbywaja sie tutaj zniwa ryzu. Byla procesja, male swiatynie, kaplani w tradycyjnych strojach, bebniarze, kolorowe smoki, atmosfera radosci, przyjazni, ciepla. Kazda z wiosek prezentowala swoja swiatynie, bebny odstraszaly zle moce a smoki zabawialy bogow. Udzielil mi sie nastroj. Razem z Seanem bylismy jedynymi 'obcymi' w miasteczku a ja jedyna turystka;) Fantastyczne uczucie, z otwartymi rekoma zostalam przywitana w tym swiecie, ludzie usmiechali sie do mnie zyczliwie, probowali zagadywac po ang, a nawet robili mi zdjecia, hehe. Czulam sie jak atrakcja turystyczna :)
Po uroczystosciach zostalismy zaproszeni przez znajomych Junko i Seana do ich domu na posilek. Co to byl za obiad, mnnnnmm, niebo w gebie, prawidzew japonskie, tradycyjne, swiateczne jedzenie, z typowa wiejska rodzina. Fantatsyczne doswiadczenie! Glowna potrawa to mieszanina wolowiny cieniusienko pokrojonej, grzybow roznego rodzaju, tofu, zielonej i zwyklej cebuli, przezroczystych klusek, wszystko gotowane przed nami na palenisku. Porcje wydzielalam sobie sama do malenkiej miseczki wprost do rozbeltanego surowego jaka (taki tu zwyczaj). Do tego osobno i na zimno, sushi i surowa ryba w glonach morskich. Mniammmm!! Na sama mysl slinianki zaczynaj mi pracowac. Pychota i pysznota. Czulam ta wspaniala goscinnosc, na podobienstwo naszej polskiej. Bylo swojsko i rodzinnie. Pan Dziadek domu - najstarszy czlowiek we wsi, lat 85 - opowiadal nam o swoich doswiadczeniach z wojny, jak to byl wieziony przez rok w Chinach. I jak udalo mu sie szczesliwie wrocic do domu. Od wspominek Pan Dziadek przeszedl do czynow i uczyl wnuki (a moze i prawnuki?) strzelac z procy. Niesamowite, ze pokolenia potrafia razem z soba wspolgrac, z pelnym poszanowaniem siebie, a jak tego w naszej zachodniej kulturze nam brakuje. Bo przeciez nic prostrzego zamknac sie w 4 scianach i odmozdzac przed telewizorem. Ech, po krotkim odpoczynku udalismy sie do domu. Jutro Hiroshima.





Wiecej zdjec na Picasie.

3 comments:

  1. hi Kasia,
    zdjecia sa super, tylko prosze o jedno tego samochodu ktory opisywalas i wiecej widoczkow z jedzeniem:)hahah, buziaki, baw sie dobrze!

    ReplyDelete
  2. O co chodzi z ukladaniem kamieni jeden na drugim? Ludzie to robia w jakiejs intencji ?

    ReplyDelete
  3. Samochodzik wrzuce na picase, specjalnie dla Ciebie Asiu :)

    Wojtek, kamienie ustawiaja podrozujacy piesi jako podziekowanie za dotarcie w wyznaczone miejsce. Pewnie jest jeszcze dolaczona do tego jakas idealogia, ale ja nie wiem :(

    ReplyDelete