Tuesday, 26 October 2010

Kyoto – dzien drugi (23 paz)

 

Obudzialam sie rzeska i wypoczeta. Zeszlam do uroczej pani w recepcji i poprosilam o kolejna noc w ryokanie. Mimo zamieszania z karaluchem jakos dobrze sie tam czulam. Pani zakomunikowala, ze wszystkie pokoje ma zabookowane. Przeszukalam wiec hostelworld.com i znalazlam tani hostel. Zadzwonilam i byly miejsca. Happy days! Szybko sie spakowalam, podziekowalam slicznie pani w ryokanie i udalam sie wczesnym rankiem do hostelu. Jakie bylo moje zdziwienie gdy okazalo sie, ze tenze hostel miesci sie na 3,4 i 5 pietrze dziesieciopietrowego budynku! Wszystko poszlo sprawnie i gladko, pan zapoznal mnie z obowiazujacymi zasadami, dostalam klucz do szafki i poszewke na poduszke (?) i wyruszylam na zwiedzanie miasta. Tym razem nastwilam sie na zabytki. Na pierwszy ogien poszedl Palac Szoguna Tokugawy – Nijo-jo (Nijo Castle). Piekny olbrzymi budynek z przestronnymi pokojami gdzie sciany ozdobione sa motywem drzew iglastych i orlow (Dla informacji - miara domu w Japonii jest ilosc polozonych na podlodze slomianych mat nazwanych tatami. Nijo-jo sklada sie 800 mat tatami. Dla porownania na dom Junko i Seana sklada sie 48 mat). Przepiekny ogrod z samymi iglakami i wiecznie zielonymi drzewami. No i moja bardzo subiektywna ocena sztuki japonskiej: skoro dom zostal wybudowany w XVIIw. oczekiwalabym wiekszego polotu, umiejetnosci i wyzszej techniki operowania pedzlem bo niewatpliwie malarstwo europejskie bylo duzo bardziej rozwiniete w tym okresie. Po wyjsciu z Palacu udalam sie na szybki posilek – ramen, czyli nic innego tylko nasze zupki chinskie z ciut grubszymi kluskami. Zjadlam na dworze w pelnym sloncu. Dodam, ze ramen do chlodnikow nie nalezy. Czualam sie jak po zjedzeniu przepysznego rosolu babci w upalny letni dzien. Taaaa….

DSC_0297 DSC_0306

Dalej udalam sie do Kinkaku-ji – Zlotego Pawilonu (The Golden Pavilion). Lsnil w pelnym sloncu i prezentowal sie w calej swej okazalosci. Wybudowany przez Szoguna Yoshimitsu w XIV w. jako dom i miejsce odpoczynku. Zgodnie z wola Szoguna po jego smierciu budynek zostal przeksztalcona w Swiatynie Buddyjska Zen. Cudne dzielo sztuki, co prawda to tylko replika jako ze orginal zostal podpalony w 1950 roku przez mnicha. No i wszystko byloby super ekstra gdyby nie te ilosci ludzi!! Jak na bazarze w sobotni poranek lub w supermarkecie przed swietami!! Porzadnego zdjecia nie dalo sie cyknac. Zadacydowalam natychmiastowa ewakuacje! Wybor padl na kolejny swiatowej klasy zabytek – Ginkaku-ji. Wsiadlam w autobus, dojechalam na miejsce, popatrzylam na ‘bozonarodzeniowe’ tlumy i ucieklam. Przechodzic dokladnie to samo?! Nie, tego bledu juz wiecej nie popelnie. Wiec znowu w autobus i tym razem na glowna stacje Kyoto, pociagiem do Fushimi Inari Chram. To bylo TO! Moim oczom ukazal sie przepiekny Chram Shintoistyczny z tysiacami czerwonych Torri (bram), ktore prowadza na szczyt gory. Cudne zjawisko. Tak mozna sobie isc i isc. To miejsce podzialo na mnie bardzo emocjonalnie a wrecz duchowo. Bardzo osobiste doswiadczenie.

DSC_0336 DSC_0352

DSC_0379 DSC_0402

DSC_0456 DSC_0391 DSC_0463

I tak nowa energia wrocilam do Kyoto. Po drodze minelam Kyoto Tower i postanowilam porozkoszowac sie widokiem na miasto spowiane noca. Bynajmniej nie spiace miasto. A ze byl to sobotni wieczor pobladzilam troche po ulicach oswietlonych setkami voltow az dotarlam do dzielnicy Pontocho. Wasko, nisko, ciasno, same restauracje, bary. Cudnie pomyslalam, czas zaszalec i doznac rozkoszy kulinarnychSmile Ech, wybor byl tak trudny ze az niemozliwy. W koncu trafilam do przypadkowego miejsca z lapanki na ulicy. Byl to najgorszy posilek jaki w zyciu jadlam! 5 cienkich plasterkow bekonu podgrzanych palnikiem gazowym plus ryz w herbacie! Brrrr… I konczac mniej optymistycznym akcentem wrocilam do hostelu.

DSC_0494 DSC_0506

2 comments:

  1. U nas przymrozki sie zaczely a Ty biegasz tam w sloncu - sprytnie zaplanowalas podroz ;)
    Japonskiego malarstwa nijak nie da sie porownywac z europejskim, ale ceramike za to maja wspaniala.

    Ja bym sie chyba zahipnotyzowal idac przez torri :)

    ReplyDelete
  2. Przedluzam sobie lato, ktorego i tak nie mialam. W Irl zawsze pada deszcz a srednia temp latem to 17C. Jednym slowem - Zaluzylam :)
    Za to na przymrozki przesylam goroce usciski :)

    Oj tak, magia torii dziala hipnotyzujaco. Ja uleglam:)

    ReplyDelete