Wednesday, 20 October 2010

Gdzies w Japonii (Nara - 20, 21 paz)

No wiec dopadlo mnie! Nie, zadna zemsta faranonow, czy tez tutejszych cesarzy, zadnych problemow gastrycznych nawet po spozyciu surowego jajka (taki zwyczaj, surowe jajko dodaja prawie do kazdego cieplego posilku). Tym razem pojawil sie wczesniej, juz po tygodniu... KRYZYS:/ Mialam dosc ogladania swiatyn, budowli, parkow, pol ryzowych, postaci budd (jak to odmienic?!), wchlaniania wiedzy o Japonii. Wszystko wydawalo mi sie takie samo. Przesyt byl tak duzy, ze wkoncu przyszlo zmeczenie i znuzenie dla materialu. Sytuacji nie poprawil fakt spedzania kazdej wolnej chwili z moim znajomymi u nich w domu czy tez w samochodzie. I tutaj tez doszlo do spiecia na lini Sean - ja i papierosy. Przyszedl czas na zmiane. Spakowalam moj maly plecak i ruszylam do Nara, Kyoto i Osaka.

Pierwsza zasade od razu szlak trafil i znowu spoznilam sie na pociag. Dzien wczesniej Junko zabookowala mi miejsce w guesthousie w Nara i tam tez sie udalam. Dotarlam do wybranej miejscowosci i z wisielczym nastrojem, z bolacymi lydkami wloczylam sie po ulicach miasta. Dotarlam do kolejnej buddyjskiej swiatyni Kohfukuji Temple figurujacej na Liscie Swiatowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Piekna Pieciopietrowa Pagoda uwazana jest za symbol Nara i Tokondo - East Golden Hall jest narodowym skarbem Japonii. Weszlam do kazdej z nich a w srodku posazki buddy w roznych postaciach w tym Pozlacany Budda (Yakushi Nyorai - Budda od Medycyny i Uzdrawiania) w Tokondo otoczony innymi Buddami, Straznikami Deva i 12 innymi Obroncami (Twelve Heavenly Generals), gdzie kazdy z nich odpowiada za jeden rok kalendarzowy.



Poszlam do hotelu sie zameldowac i odpoczac. W takim stanie ducha zwiedzanie nie jest wskazane. Poznalam w hostelu 2 dziewczyny, z ktorymi dzielilam pokoj, Belgijke i Japonke. Z ta pierwsza wybralam sie wieczorowa pora na shushi - pierwszy raz w Japonii! Pychotka, swieze, lekkie, wyszukane. Szkoda ze nie mialam z soba aparatu;) Pogadalysmy, wymienilysmy sie informacjami i humor mi wrocil:) Happy Days!!
Dzisiaj dalszy ciag zwiedzania Nara. Niestety pogoda za oknem prawdziwie irlandzka. A ze w hostelu bylo przyjemnie i sucho, nie zastanawiajac sie dlugo utknelam z nosem przed komputerem. Szukalam noclegu na kolejne dni w Kyoto. Nic nie zabookowalam. 'Ide na zywiol' pomyslalm. Jak przygoda, to przygoda!
W Nara spedzilam kolejne 4 godziny spacerujac po parku w deszczu. Dotarlam do swiatynii Todai-ji z najwiekszym drewnianym budda w srodku. Dla porownania, siedzi on sobie na platkach kwiatu lotosu a jeden platek mierzy ponad 2 metry. Solidny kawal  drewienka ;) Dalej spacerowalam sobie po parku, pomiedzy drzewami i ludzmi przebiegaly sarny (cos ala Phoenix Park w Dublinie) probujac naciagnac turystow na ciacho. Poznym popoludniem ruszylam na stacje. Czekajac na pociag wypisywalam w miedzyczasie kartki (jak ktos chce dostac kartke z Japonii prosze o adresy:), a tu pewien starszy pan wrecza mi zrobionego na poczekaniu ptaka z papieru. Fantastycznie! Prezent prosto z serca, bezinteresowny, za jeden usmiech a sprawil mi ogromna frajde, poczulam sie jak 4 letnia dziewczynka. Sa na swiecie ciepli, serdeczni ludzie i podobnych sobie do siebie przyciagaja :) Pewna pani - japonka- przygladajac sie calej akcji, zrobila to samo i juz w pociagu podarowala mi meskie kimono z papieru (lub tez zapasnika sumo - do wyboru;). Radosnie i cieplo na serduchu mi sie zrobilo. Taka mala, bezwartosciowa w sensie materialnym rzecz a cieszy:)))

Dotarlam do Kyoto. Bylo juz ciemno i pozno, zawitalam wiec do Centrum Informacji Turystycznej. A tu pani mnie informuje, ze tanich noclegow brak bo w ten wlasnie weekend (22 paz) odbywa sie festiwal. Moze cos znajde ale za ok 90e za noc! Jezzzz, mysle sobie, moj budzet pojdzie z dymem jak tak dalej pojdzie. Pedze co sil do kawiarenki internetowej, przeszukuje hostelworld.com, wyszuje mi tani hostel. Spisuje nazwe, adres, odrysowuje mape i uderzam do hostelu. I co?! Nic, nie znajduje. Wiec wracam do pani z CIT i ze lzami w oczach prosze o jakies lokum. Ona wykonuje pare telefonow az w koncu udaje sie znalezc dosc tani Ryokan. Co z tego ze tani jak biegaja mi po podlodze jakies zwierzatka!! Oj, chyba dzis nie zasne!! Chcialam przygode, to mam!

5 comments:

  1. Ale masz tempo Dziewczyno... Juz mi sie kreci w glowie od ilosci zabytkow, ktore widzialas. Nocleg ze zwierzatkami biegajacymi po podlodze? Powiedzenie "karaluchy pod poduchy" nabiera sensu :D

    ReplyDelete
  2. Szczerze, po malu zacznam tracic rachube, tym bardzie ze wiekszosc zabytkow jest do siebie bardzo podobna.
    A co do Karalucha, owszem wybiegl spod poduchy ale spac mi juz tej nocy nie pozwolil;/

    ReplyDelete
  3. KAsia, co to za przerwa? skonczylas juz podroz przez karalucha?:P napisz cos!!!buziaki

    ReplyDelete
  4. Asia, zrobilam sobie krotka przerwe ale juz wracam do pracy (a myslalam, ze jestem na wakacjach);)

    ReplyDelete
  5. BTW, karaluchy mi niestraszne ;)

    ReplyDelete