Saturday, 13 November 2010

Trekking po wulkanie Batur, Bali (8 list)

Pobudka o 2.45, maly plecak spakowany, szybki prysznic i jestem gotowa do drogi. Zgodnie ze wczesniejszymi uzgodnieniami o 3.00am podjezdza samochod. Jestem sama, mam troche pietra bo nikogo w aucie a mialy jechac z nami jeszcze 2 osoby. Ale co tam, ryzyk fizyk, mysle sobie, komu by sie chcialo czyhac na mnie o 3 rano?! Wsiadam, jedziemy dalej i po drodze zabieramy dziewczyne – Szwajcarke, Irene. Jedziemy na Monkey Forest Rd. i zgarniamy mojego juz-kolege Willa. Jedziemy godzine, docieramy do podnoza gory, jest 4am. Dostajemy za przewodnika chlopaczka 26-letniego, jak sie pozniej okazalo, wygladem przypominajacego 16-latka. Zaczynamy trekking. Irene wspominala podczas swojej podrozy po Indonezji zdobyla pare wulkanow na Javie. Mysle sobie, zawodniczka bedzie niezla, to sie namacham nozkami bo z moja kondycja ostatnio cienko. Poczatek jest plaski, latarka na czole, cieplosc, troche piachu, troche kamieni typu wulkanicznego, nic specjalnego, widokow zadnych. I tak mija jakies 30 min. Zaczyna sie ostre podejscie, mnie nogi same niosa, i wyrywam do przodu. Zazwyczaj przy wspinaczce nadaje sobie ostre tempo. Will tez daje rade. Tymczasem Irene bardzo nas spowalnia. Przewodnik decyduje podrzucic nas koledze, tak zebysmy mogli pojsc swoim, szybszym tempem na szczyt. Zaczyna switac. W oddali widac lekki zarysy wulkanu Mt. Agung (ponad 3.000mnpm) otoczonego miekkimi chumrami. Przepiekny widok, jakby gora leniwie budzila sie do zycia i decydowala sama o sobie. Docieramy na szczyt o 5.30. Jest juz prawie widno, widok na Mt. Agung zaslaniaja lekkie chmury, ale i tak jest fantastycznie!! Moje pierwsza nocna wspinaczka, wulkan Batur zdobyty!! Smile Fundujemy sobie po butelce coli, Wille dzieli sie szwedzkimi zelkami i czekolada i tak oblewamy nocna wspinaczke.

DSC_0053 DSC_0059

DSC_0062 DSC_0057 

Czekamy na Irene, naszego przewodnika i sniadanie! Docieraja po jakis 20 minutach. Na szczycie gory pysznie smakuje chleb tostowy z bananem, ugotowane na twardo jajko i kubek herbaty. Usmiech nie znika mi z twarzy. Tak sobie tkwimy na gorze, cieszac oczy widokiem, sloncem, lekkim wiatrem. Tlumy ludzi gdzies sie rozeszly, zostalismy sami. Schodzimy w glab krateru, para wydobywa sie z wulkanu, a ja sie czuje jak w spa w Ciechocinku. Zdrowo, energetycznie, magicznie. Ot takie czary mary Smile Decydujemy sie wspiac wyzej i obejsc krater dookola. Wulkan Agung w ostrym porannym swietle wyglada groznie a chmury nadaja ma powagi i respektu. Nie ma jeszcze godziny 8 rano, zar leje sie nieba, wysoka wilgotnsc powietrza daje sie we znaki. Humory jednak dopisuja. Usmiechamy sie do siebie, zartujemy, cieszymy sie chwila i wykonanym zadaniem. Teraz tylko zejscie w dol. Nie jest juz tak ekscytujaco. Zmeczenie i brak energii staja sie odczuwalne, potykam sie i laduje na tylku. Przystajemy pod drzewem na maly zastrzyk energii. Tym razem Irene dzieli sie migdalami w czekoladzie. Godzina 10.30am siedzimy wygodnie w samochodzie i wracamy do Ubud. Po drodze jeszcze jeden widok na ‘nasza zdobycz’. Uczucie zachwytu i radosci dotrzymuje mi towarzystwa przez reszte dnia.

DSC_0065 DSC_0068

DSC_0087 DSC_0075

Wracajac do Ubud przejzedzamy kolo pieknych tarasow ryzowych. Zatrzymujemy sie i cykamy foty. Tak zapamietam BaliSmile

DSC_0093 DSC_0096

No comments:

Post a Comment