Wednesday, 3 November 2010

Singapur (1,2 lis)

Dolecialam do Singapuru juz 31 pazdziernika. Jako, ze moj lot z Tokyo byl opozniony ze wzgledu na warunki pogodowe (maly tajfun przeszedl dzien wczesniej), dotaralam do Singapuru z lekkim opoznieniem. Dalam rade poinformowac Carline, ze dotre spozniona. Mimo tego, wszystko poszlo gladko, lot byl bardzo przyjemny jak mozna 7 godzin w jednej pozycji zaliczyc do przyjemnosci. Tuz po wyjsciu z samolotu uderzyla mnie fala goraca i wilgoci unoszaca sie w powietrzu. Moja buzia rozpromieniala bananowym usmiechemSmile Nareszcie ciepelko. Teraz to dopiero sie zabawa zacznie, pomyslalam.

Ok. 20.00 czas lokalnego dotarlam do mieszkania Caroline i Freda. W ramach scislosci, sa to znajomi mojej bliskiej kolezanki Ani K. Nigdy tez ich osobiscie nie poznalam, takze nie wiedzialam z kim sie bede witac. Pojawilam sie u nich w mieszkaniu pod ich nieobecnosc. Odebralam wczesniej umowione klucze w recepcji i udalam sie na 29 pietro ich cudownego mieszkanka. Jak tylko tam zawitalam, moim oczom ukazal sie fantastyczny widok z okna na caly Singapur!! Cos niesamowitego! Od razu musialam zrobic zdjecie i podzielic sie wrazeniami na fbSmile  Tysiace swiatel, migoczace neaony, ciagly ruch, halas, szum, oto caly Singapur pod oslona nocy.

DSC_0745 DSC_0771

Nastepnego dnia obudzilam sie bardzo pozno i od razu zasiadalam do kompa opracowujac dalsza trase. Cale popludnie szukalam biletow lotniczych. Poczatkowo miala byc Indonezja i Medan (Sumatra) ale ze wszelkie loty byly z przesiadka w Jakarcie, zdecydowalam sie na Bali. Do Jakarty i tak dotre, ale droga ladowa (mam nadzieje). A z Jakarty do Medanu samolotem. Znaczy odwrocilam kolejnosci wczesniej zaplanowana. Kupilam bilet lotniczy w liniach lotniczych Air Aisia przez internet. Doszlo do tego bookowanie hostelu. Wszystkie opcje z lonelyplanet przeszukalam, wiekszosc tanich hosteli juz zabookowana. W Singapurze 5ty listopada jest dniem wolnym od pracy z racji hinduskiego swieta Diwali – swieto lamp. Ludzie wyjezdzaja, a Bali jest dosc popularnym miejscem weekendowego wypoczynku. To zaledwie 2.5h lotu (jak z Dublina do LodziSmile). Do tego odpisalam na pare maili, updatowalam bloga, zajelam sie zdjeciami. Wieczorem wybralam sie do Singapurskiego Chinatown, ktore znajduje sie doslownie 2 minuty od mojej miejscowki. I tak jak sie spodziewalam, Chiny w miniaturze. Znaczy duzo wszystkiego watpliwej jakosci i pochodzenia: figurek, miniaturek, ubran, sprzetu, zabawek a to wszystko na przestrzenii pieciu przecinajacych sie ulic. Czulam sie jak na bazarze pod LKS-em w sobotni poranek. Do tego doszly unoszace sie w powietrzu, zywo zachecajace zapachy ze stoisk z tanim jedzeniem. Oczywiscie dalam sie skusic, a wybor padl na ryz z warzywami i smazona wieprzowina za jedyne 3$! (singapurskie dolary; przelicznik 1S$=0.55e) To sie nazywa wypas obiad! Do tego doszedl sok ze swiezo wycisnietego ananasa ($3) i odbylam podroz w czasie do Cuzco, Peru Smile Mnnnnnnhmmmm…

DSC_0763

We wtorek, jako, ze kolejny etap wyprawy mialam wstepnie zaplanowany, zdecydowalam sie wybrac na zwiedzanie miasta. Zapakowalam aparat, mape miasta, chusteczki odswiezajace i ruszylam przed siebie. Moj cel – Mala India (Little India). Zdecydowalam, ze wybiore sie tam na piechote. Odleglosci nie sa duze, caly Singapur da sie zobaczyc w przeciagu jednego dnia, a i ja mialam czas. Tak sobie idac trafilam do miejsca pelnego kolorow o nazwie Clarke Quey tuz nad rzeka Singapur, centrum barow, restauracji i clubow. Zacumowalam na chwile i zamowilam caffee affogato w jednej z nadbrzeznych kafejek z widokiem na rzeke. I tutaj dokonalam pierwszej obserwacji: Singapur dzieli sie na  biedniejsza czesc zyjacej w nim populacji i ta bogata. No bo jak mozna zjesc pelnowartosciowy obiad za 3$ na straganie, tak i mozna wypic mala kawe za 8$.

DSC_0779 DSC_0797

Caly czas kierujac sie na Little India pobladzilam troche i trafilam do parku Fortu Canning. Zadbany park z niesamowita roslinnoscia i wielobarwnymi motylami, wazkami i czerwonymi mrowkami dlugosci paznokcia. Wladze miasta klada duzy nacisk na czystosc w Singapurze. Wszedzie widnieja tabliczki z napisem ‘Nie smiecic’, ulice czyszone sa non stop. Nawet mozna dostac mandat za wyrzucenie papierka na ulice. Na stacjach metra obowiazuje zakaz spozywania jedzenie i picia. Na jednej z nich jadlam paluszki i zwrocono mi uwage. No ale wracajac, juz myslalam, ze jestem w Littel India bo moim oczom ukazala sie hinduska swiatynia. Ale zaraz obok stala chinska. Pare metrow dalej wielka klimatyzowana hala z chinszczyzna – Buggis Street, przed nia pani wrozaca z kart, prznosny wozek z daszkiem a pod nim pan zabawiajacy (czytaj: meczacy) papuge. I to wszystko wkomponowane w krajobraz wiezowcow. Tak, pomyslalam, czas zmienic otoczenia. Dotarlam w koncu do Littel India. Zaglebiam sie w uliczki a tam sami hindusi, prawie zero kobiet i ja jedna – blondynka. Juz zaczela wychodzic za koszulki jedna wielka PANIKA. Moj wzrok zaczal rozbiegac sie po katach w poszukiwaniu pomocy, choc zupelnie nic sie nie dzialo. Szlam dalej ulica juz bardziej uwazna i skupiona az natrafilam na turystow. Ufff, nareszcie ‘normalni’ ludzie. Panika schowala sie za kolnierz. I tak sobie wedrowalam ulicami wsrod hindusow specjalnie sie nie ekscytujac, no bo nic tylko brud, smrod i spaliny. Az tu nagle skrecilam sobie sama nie wiem gdzie i czemu, i znalazlam sie w przepieknym swiecie, kolorowych, mieniacych sie zlotem bibelotow, az zakrecilo mi sie w glowie. Bylam sie po drugiej stronie lustra, ot taka przejazdzaka z Alicja do Krainy Czarow. Wielki usmiach pojawil sie na mojej budzi, jak tam bylo pieknie i cudownie, kolorowo i bogato, od dachu az po podloge, figurki, rzezby, malunki, bizuteria, ciuchy i materialy, zapach kadzidel roznosil cytrusowa won, kobiety ubrane w hinduskie stroje sari przemykaly miedzy straganami. Po prostu przepieknie, czulam czar tego miejsca, chlonelam ta atmosfere, chcialam zostac po tej stronie lustra. Rozczarowanie przyszlo, gdy alejka sie skonczyla i czar prysl. To tylko Singapur. Zglodnialam. Rzeczywistosc wracala wielkimi krokami. Ruszylam przed siebie i znalazlam sie w jednej wielkie jadlodajni. Hmmm, bedzie z czego wybierac, pomyslalam. Oj tak, a wybor po raz kolejny okazal sie byc trudny. Trafilo na, suprise, suprise: udon japonski z krewetkami i zupa miso za cale 3.5$ (czyli 200Yenow japonskich, z tym, ze w japonii za podobny zestaw placilam 600 Yenow). Do tego zamowilam sobie sok ze swiezo wycisniejtej trzciny cukrowej (1.2$). Mniammm… Dobre ale slodkie.

 DSC_0845 DSC_0835 DSC_0855

Po Malej Indii, bez wiekszego planu, udalam sie do ‘bogatszej dzielnicy’ Singapuru. Nogi zaniosly mnie w okolice komercyjnej dzielnicy Suntec City, gdzie popatrzylam na, bedaca w remoncie w tym dniu, Fontanne Bogactwa (Fountain of Wealth). Wypowiedzialam zyczenie, zamoczylam rece w wodzie i obeszlam ja 3 razy. Oby sie sprawdzilo Winking smile Wspolokator tymczasowy Caroline i Freda(notabene Litwin pracujacy od niedawna w Singapurze) zasugerowal mi wczesniej zobaczenie Marina Bay Sand w Singapurze. Oki, udalam sie w tamte okolice. Moje pierwsze spostrzezenie, Diabelski Mlyn i ogromny, nowoczesny budynek, z dachem w oplywowym ksztalcie. Pomyslalam, musze sie tam udac, na dach swiata bo widok na Singapur musi byc fenomenalny. I byl!!!! Wjechalam na 56 pietro The Marine Bay Sand hotel w Singapurze i odjelo mi mowe. Od wschodniej strony podziwialam morze i zacumowe statki. Po zachodniej strony, przecudowny widok na wiezowce i olbrzymie miasto. To tak jakby zdobyc szczyt olbrzymiej gory i poczuc sie prawie bogiem (tylko bez meczacej wspinaczki). W ostatniej chwili spostrzeglam basen umieszczony na 57 pietrze wiezowca! I ten obraz wydal mi sie dziwnie znajomy. Tak, to bylo to! Widok z pulpitu komputera mojej siostry Smile Z tym, ze nawet ona nie wiedziala gdzie to i co to bylo. A ja tam bylam, i trafilam tam zupelnie przez przypadek. Poczulam sie malutka, taka niewazna i biedna. No bo podrozuje sobie z plecakiem nocujac u znajomych lub tez w tanich hotelach. Jak to sie dzieje, ze sa ludzie z taaaaakimi pieniedzmi, ktorych stac na budowanie tak wypasionych i odjechanych w kosmos hoteli, jak i ludzi zatrzymujacych sie w nich?! Zrobilo mi sie smutno. Poczulam sie przytloczona tym miastem i jego wilkoscia. Szlam dalej ulicami CBD, finansowego centrum Singapuru. Zachwyt przeplatal sie z niemoca i bezradnoscia, poczuciem malenkosci mojego istnienia. I w takim mieszanym natroju wrocilam do mieszkania.

DSC_0901 DSC_0905

Zdjęcie0159 DSC_0945

No comments:

Post a Comment