Friday, 26 November 2010

Nauka plywania z maska, Amed, Bali (9 list)

Tego dnia mialam juz plynac na wyspe Gili Trawangan. Ale ze czulam sie swietnie w towarzystwie Willa i Irene postanowilam zostac jeszcze jeden dzien w Ubud. Wpadlam na genialny pomysl plywania z maska (snorkeling) w Amed/Tulamben na polnocno-wschodnim krancu Bali. Przedstawilam swoja propozycje i ku mojej uciesze nastawienia byly pozytywne. Oki, pozostalo nam tylko zdecydowac jak sie tam dostac. Opcji bylo pare, albo wynajac skuter, albo wynajac samochod z kierowca, albo wynajac auto. Dzien wczesniej, pare godzin po wspinaczce, pytalismy okolicznych kierowcow od ‘yes, transport’ ile sobie zycza za taka usluge. Rzucali cenami z ksiezyca, najczesciej 500-600tys IRP (ok50-60e!). Skuter nie wchodzil w gre bo nas byla trojka. Trzy skutery - taniej wyjdzie autem. Opcja wynajmu samego auta okazal sie byc najbardziej interesujaca. Ale jak zaczelismy doliczac koszty chociazby samej mapy drogowej Bali, benzyny, ubezpieczenia, no i moich nerwow (bo ja chcialam kierowac) szybko zrezygnowalismy z tej formy transportu. Wybralismy auto z kierowca. Pozostalo jeszcze ustalic cene. Udalo nam sie znalezc pana, ktory za cale 350tys IRP (35e) zdecydowal sie nas zawiezc do Amed i z powrotem, czekac na nas i pokazac jakies interesujace miejsca. To sie nazywa dobry deal. Umowilismy sie z kierowca (imienia nie pamietamSad smile) na godzine 7 rano. Kolejny dzien wczesnego wstawania. Sniadanko o 6.30, standard – nalesnik ze smazonymi bananami, saladka z owocow i balijaksa kawa. Pieknie rozpoczety kolejny dzien. Tym razem mialam byc druga osoba do odbioru. Czekam przed wejscie do guesthouseu jakies 20 minut. Nikt nie podjezdzal. Mysle sobie, koles nas wyrolowal. O tyle dobrze, ze nie zaplacilismy mu z gory. Decyduje sie pojsc w strone guesthousu Irene choc dokladnie nie wiem gdzie ona mieszka. Czekam na jednej z glownych ulic, rozgladam sie, cisza. Wtem jakby z przypadka mija mnie duzy ciemny jeep z Irene na przodzie. Happy days!! Pol godziny czekania, negatywnych mysli i oto jedziemy do Amed. A jednak balijczycy dotrzymuja slowa Smile Ucieszona oddaje sie luzniej rozmowie w samochodzie. Jedziemy tak przez nastepne 2h. Po drodze rozkoszujemy sie widokami porannego wiejskiego zycia Bali, podziwiamy tarasy i wulkany, umiejetnosci kierowcow na drodze, wjezdzamy w samo serce wielkiej ulewy. Dojezdzamy na miejsce. Amed. Wypozyczamy sprzet do snorkelingu i heja do wody!!!! Open-mouthed smile No, nareszcie to co Kasia lubi najbardziej. Tylko, ze ja nie mam pojecia co zrobic z maska i plastikowa tuba! Wille okazuje sie byc pionierem i starym wyjadaczem ale przede wszystkim dobrym nauczycielem. Mam trudnosci z koordynowaniem oddechu pod woda, trudno mi jakos zaufac rurce. Pierwsza proba srednio udana, daje rade ale wstrzymuje oddech pod woda mimo, ze smialo moglabym oddychac, dlawie sie i dusze. Rozpadalo sie. Udajemy sie na lunch do pobliskiej restauracji. Zamawiamy Mie Goreng (zmazone nudle z kurczakiem i warzywami). Drugie podejscie, w koncu lapie o co w tym chodzi! Smile Jest zajebiscie!! Kolorowe ryby przeplywaja tuz przede mna lub pode mna, mienia sie kolorami teczy, roznia ksztaltem, wzorem na ciele, wielkoscia. Najlepsze sa male niebieskie rybki kolorem podobne do nieba nad zielenia irlandzka oraz zoltobarwne w paski pionowe, rybli w kratke i purpurowe rozgwiazdySmile Straszna mam frajde z ogladania podwodnego zycia, czuje sie jakbym plywala w wielkim akwarium i byla czescia morskiego zycia. Chwila odpoczynku na plazy i ponowny skok do wody, tym bardziej juz odwazny! Moglabym z wody nie wychodzic a konce moich palcow przypominaja ksztaltem wysuszona marchewke.

Po tak udanym dniu w wodzie, wracamy zmeczeni do Ubud. Udajemny sie na kolacje i pozegnalne drinki jako, ze nastepnego dnia jade na wyspe Gili. I jest tak jakos smutno. Pare dni wspolnie spedzonych z Willem i Irene, swietny kontakt, wspolne przezywanie chwil, nauka, poznawanie i przywiazalam sie do nich, szczegolnie do Willa. Nawiazalam z nim swietna relacje, czulam sie jakbysmy sie znali co najmniej 10 lat, rozumieli bez slow i mieli te same gusta. Ot, wersja mnie samej w meskim wydaniu Smile No ale przyszedl czas rozstania. Wymienilismy sie kontaktami, kto wie, moze spotkam sie z nimi na Gili. Pozeganalismy sie i kazde z nas udalo sie w swoja strone.

DSC_0101 DSC_0107

DSC_0117 DSC_0138

No comments:

Post a Comment