Friday, 26 November 2010

Gili Trawanger (10-20 list)

Lekki poslizg w updatowaniu bloga. Upss… Oj, od czego by tu zaczac?! Moze od wyboru egzotycznej, slonecznej, kolorowej wyspy! Okazala sie byc bajkowa i rajska ale nie bezludna. Moj wybor padl na Gili Trawanger. Wyruszylam z zamiarem spedzenia gora trzech nocy, zostalam dziesiec Smile To sie nazywa ‘milosc od pierwszego wrazenia’. Ale od poczatku.
Zoraganizowanym transportem z Ubud udalam sie autobusem z innymi backpackerowcami do portowego miasteczka Padang Bai a stamtad szybka lodka na Gili Trawangan. Trudy podrozy dzielilam z para Amerykanow pochodzenia chinskiego i tajwanskiego – Margaret i Lu, i dwoma holendrami Taco i Danielem. O 11 rano bylismy juz na miejscu. Zdecydowalismy trzymac sie razem i wynajelismy pokoje w tym samym guesthousie za 120.000IDR (ok.10e) ze sniadaniem. Zrzucilismy bagaze i udalismy sie na ‘miasto’ – glowna ulice Gili, z zamiarem zrelaksowania sie po podrozy, rozkoszowania sie swiezym powietrzem (na Gili nie ma samochodow ani motorow, jedyny trasport to konie i rowery) i uraczenia naszych zoladkow. Wybor padl na najlepsza miejscowke na wyspie – bean bags (wielkie wypchane czyms poduchy )! I tak juz zostalo. Niesamowity klimat, widok na plaze i morze, chilloutowa muzyczka w tle, prazace slonce, lekka bryza, schlodzony Bintang (piwo indonezyjskie) i rozmowy o podrozowaniu i zyciu. Zyc – nie umierac!!! Ponownie radosc zagosciala w moim seduchu.
DSC_0158 DSC_0161
DSC_0189 DSC_0179
Tak siedzielismy do pozna, poznajac sie, saczac Bintang za Bintangiem Smile Poznym wieczorem bylo wyjscie na ‘miasto’ do… UWAGA UWAGA: Irish Pubu na wieka irlandzka impreze Smile Na Gili co pon, srd i piat odbywaja sie imprezy z dj w roznych pubach, jedym slowem wielkie dicho. Z ciekawosci wybralam sie tego wieczoru na wyspowe podrygi, zobaczyc co tez irlandczycy maja do zaoferowania. Swoja droga, srodek niczego, mala indonezyjska wyspa i Irish Pub!! Ci to sa wszedzie Winking smile  Nite club jak kazdy inny, to samo a nawet wiecej, towarzystwo wyluzowane, rozneglizowane ciala, tani alkohol, dudniaca muza. Pieknie, wystarczylo mi rekonansu wyspowego i o polnocy zwinelam sie do guesthouseu.
Na drugi dzien mialam pierwsza lekcje nauki nurkowania. Trafil mi sie instruktor – przystojniak, niestety mnie zlapala choroba zoladkowa i juz tak interesujaco sie nie zaprezentowalamWinking smile Koles natomiast wykazal sie pelnym profesjonalizmem mimo, ze w irish pubie balowal do rana. Uzylam sobie podczas mojego pierwszego nurkowania jak pies w studnii. Panikowalam, nie umialam utrzymac sie jednym poziomie w wodzie, bylo mi niedobrze i zimno, musialam plywac z instruktorem ‘za reke’. Jednak, pod koniec nurkowania otrzymawlam w nagrode widok wielkiego plywajacego zolwia. FantastycznieSmile Reszte dnia spedzialam w pokoju kurujac sie domowymi metodami.
Nastepnych pare dni uplynelo mi na robieniu doklanie NICZEGO Open-mouthed smile Plaza, woda, snorkeling, slonce, kasiazeczka, ciezka praca nad opalenizna, bujanie sie ze swiezo poznanymi znajomymi, popoludnia na poduchach, zachod slonca z widokiem na baliski wulkan i wieczorne wypady do pubow na gin i tonik jako, ze to dobry repelent na komary. Najczesciej zaczynalismy wypady od Irish pub, gdzie dzien w dzien mozna bylo spotkac te same twarze i posluchac tych samych kawalkow co dzien wczesniej. Poniedzialkowe wieczory to typowe dicho z housami w Blue Marlin. Srednia wieku lat 20. Piatkowy wieczorny rytm zycia wyspy nakreslany jest przez Rudy’s pub, gdzie, w rytmie muzyki swiata, mozna bylo uraczyc podniebienie i zmysly mashroom shakem. Nie probowalam, ale slyszalam z opowiesci, ze przy trzecim mozna doznac ‘jasnosci istnienia’. Tancowanie pod rozgrzanym metalowym dachem tez do przyjemnych nie nalezy. Po 2 minutach swobodnego bujania sie w rytm muzyki mozna koszyke wyrzynac. Moje imprezy zazwyczaj konczyly sie gdzie w okolicy godziny 24.00, natomiast wieksza czesc towarzystwa pedziala do hoteli tuz ze wschodem slonca. No co, starosc nie radosc w moim wykonaniu a moja dzienna dawke snu chyba wole ciut bardziej niz ‘rozmowy’ do rana. Najwiekszym zdziwieniem byl dla mnie widok indonezyjskich chlopcow, ktorzy nie biorac czynnego udzialu w balach turystow, dzielnie trzymali fason do rana w oczekiwaniu na przygode z mocno nietrzezwa turystka. A moze to tylko ja sie czepiam.
pic1
W Irish pubie

Zaprzyjaznilam sie blizej z Margaret, sliczna dziewczyna z pochodzenia tajwanka. W piatek, ostatnia swoja noc zdecydowli sie z Lu zatrzymac w najbardziej wypasionym hotelu na wyspie Ko-ko-mo. Za noclego zaplacili 160$. Poszlam zobaczyc to dzielo sztuki. Kazdy pokoj ma swoj wlasny basen, living room z tv, aneks kuchenny z zaopatrzona lodowka, mala platforme do opalania sie. Nic tylko zamknac sie w pokoju. Margaret zamowila romantyczny wystoj, czyli swieczki, kwiaty w basenie, przyciemnione swiatla, etc. Do tego momentu krecilam nosem no bo to przeciez tylko pokoj, ale romantyczny widok podzialal nawet na mnie. Ech, chyle czola bo bylo warto rozmarzyc sie przez chwile. Z grymasem zazdrosci na twarzy udalam sie do swojego, jakze ‘nudnego’ guest houseu po drodze mijajac impreze u RudegoSad smile.
pic3
W Ko-Ko-Mo, wg Trip Advisor najlepszym hotelu na Gili
W sobote Margaret i Lu wyjechali z wyspy, zapoznalam sie z dwoma holenderkami – Mary i Karin. Z Karin zlapalam od razu kontakt jako, ze ona 3 lata wczesniej odbyla samotna podroz dookola swiata. Poszly w ruch pytania, opowiesci, wspomnienia. Holenderki wyjechaly, zostalam tylko ja i Daniel. Samotnosc nie trawala dlugo bo on zapoznal kolejne dwie holenderskie dzieczyny i pare anglikow: Sophie i Toma. I tak do konca sie z nimi trzymalam.
DSC_0170 DSC_0260
DSC_0206 DSC_0284
W poniedzialek 15 lis zdecydowalam sie dokonczyc kurs nurka i zrobilam Open Water Scuba Diving kurs. Dodatkowe 3 nurkowania w morzu. To bylo to!! Rewelacja! Wpierw teoria, przez 3h ogladalam wideo z zasadami nurkowania, krotki trening w basenie i hola do wody. Tym razem nie bylo paniki przy schodzeniu na glebokosc 5, 12, 18 metrow. Nie mialam problemow z oddechem, nauczylam sie panowac nad nim, to prawie jak medytacja pod woda. Cwiczenia z czyszczeniem maski sprawily mi lekki klopot ale w praktyce szlo mi to zupelnie naturalnie. Reszta poszla gladko jak po masle. Widzialam 2 wielkie plywajace zolwie i ogromna ilosc kolorowych ryb: w paski pionowe i poprzeczne, w kratke, duze, male, blazenki Nemo zyjace w parzacym ukwiale, upiorne moreny, wstydliwa osmiornice, zyjatka mieszkajace w piachu, 16 metrowa sciane pokryta koralem, zatopiony pomost, co wygladem przypomina statek japonskiej marynarki, plywalam w lawicy sradynek czujac sie jak czesc ich gromady. Niesamowie doswiadczenie! Open-mouthed smile Bylam czescia tego wielkiego zbiornika wodnego, a zarazem czulam sie malenka i obca w tym swiecie, jak raczkujacy bobas uczacy sie chodzic. Przez podwodny swiat zostalam przyjeta bez oklaskow i ceremonii, ot kolejny dwunog, ktoremu sie wydaje, ze umie  oddychac pod woda. W planach mialam plywanie z rekinami a wyszly zolwie. Kto wie, pewnie jeszcze bede miala okazje.
I tak zlecial kolejny tydzien. Daniel zdecydowal sie wyruszyc na inna wyspe. Zostalam ja i anglicy. W miedzyczasie natknelam sie na Willa i Irene, ale czar wspolnie spedzonych chwil zostal w Ubud. Po malu zaczelam rozpoznawac miejsca, ludzi, nawet lokalnych gilijczykow, zaczelo mnie ogarniac uczucie ‘rozkladu’, czyli zupelnego zniechecenia, znudzenia i proznii. Przyszedl czas sie ewakuowac z wyspy. Moj czas juz sie skonczyl. Zal bylo opuszczac wyspe, ale pewnie jeszcze tam wroce (jako, ze ofiara w postaci chustki na glowe zostala zlozona podczas podrozy motorowka). Zabralam sie z Sophie i Tomem i wrocilismy do Kuty. Nie bylam zdecydowana do dalszej drogi. Tom wyruszal na Jave i to byla bardzo kuszaca propozycja. Ale na SE Azje pozostalo mi bardzo malo czasu a tyle do zobaczenia. Zdecydowalam sie kupic bilet do Bangkoku. Dwie noce spedzialam w Kucie z anglikami i Danielem. Zafundowalam sobie pare zabiegow pieknosci w balijskim spa salonie, zjadlam ‘pizze’ jak na pozegnanie z Indonezja przystalo, wypilam pare szklanek soku z ananasa, papaji, mango oraz ostatniego Bintanga i w poniedzialkowy poranek stawilam sie na lotnisku Denpasar, Bali. Czas na nowe przygody. O tym, wkrotce Smile.
DSC_0286 DSC_0296

1 comment:

  1. Woow Kasiu jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej podróży;) Piękne widoki... jak w raju;) Pozdrawiam AW;)

    ReplyDelete