Monday, 29 November 2010

Indonezja – podsumowanie

No wiec czas na podsumowanie ale nie Indonezji a raczej dwoch nieduzych wysp – Bali i Gili. Plan byl inny ale wzial w leb, raz przez erupcje wulkanu na Jawie, dwa przez przepiekne klimaty na Gili, trzy przez towarzystwo, cztery – to przeciez moja podroz i robic moge co chce a planu wypelniac nie musze Smile Spedzilam w sumie w Indonezji 20 dni. Takze znowu w ogolnych punktach:
1. Bali – Kuta. Miasteczko przeznaczone pod gusta dwudziestoletniego australijskiego surfera (najczesciej z Perth bo tanie loty z Air Asia). Dudniace noca, halasliwe za dnia, oferujace zabawe do upadlego.
2. Bali – Ubud. Duzo przyjemniejsze, spokojniejsze, cichsze, gdzie o 23.00 ulice pustoszeja. Miasteczko z artystycznym klimatem, dla szukajcych relaksu, odpoczynku, refleksji, odnowy ciala i ducha (medytacja, joga, masaz). Dobra baza wypadowa w inne czesci wyspy.
3. Bali – zasad pierwsza: trzeba sie ostro targowac! Miejscowi bazujac na naiwnosci dopiero co przybylych turystow (zdradza nas bladosc skory), winduja ceny prawie europejskie. Dla przykladu, za przejazd wynajetym autem z Kuty do Ubud (ok.35km) zadano ode mnie ok.250.000IDR (25e). Ja skorzystalam z uslug Perama Tour (ala informacja turystyczna) i za ta sama odleglosc zaplacialam 50.000IDR (ok.5e). Zasada targowania dotyczy rowniez zakupow odziezy, upominkow, gadzetow, jedzenia, nawet uslug, chociazby masazu. Ogolem mowiac, nie ma co sie patyczkowac i targowac sie trzeba. Z drugiej strony nie dajmy sie zwariowac i nie popadajmy w przesade. Nalezy pamietac, ze sugerowane ceny i tak sa nizsze niz chociazby w Europie a balijczycy sa dosc biednym narodem.
4. Transport publiczny na Bali nie istnieje. Moza sobie z tym faktem poradzic korzystajac z uslug taxowek, skuterow, wynajmujac samochod z kierowca lub tez sam samochod (czesto bez ubezpieczenia!). Taxi czesto jezdza bez wlaczonego licznika, a kierujacy licza na ‘dogadanie sie’ z turysta co do wysokosci przejazdu. Wystarczy przed wejsciem do taryfy poprosic o wlaczenie taksometru (przyklad: taryfa z lotniska do Kuty (ok.5km) pierwszego dnia wyniosla mnie 50.000IDR, powrotna po 20-dniowym pobycie – 25.000IDR). Wynajecie skutera w Kucie to wydatek rzedu 40-50.000IDR na dzien (nawet mniej niz 4-5e). Ale za cale 500.000IDR mozna jezdzic skuterem przez m-c. Wynajecie samochodu z kierowca na caly dzien to wydatek ok.350-500.000IDR w zalezonosci od umiejetnosci negocjacyjnych (Ubud). Wynajecie samego samochodu to koszt ok. 120.000IDR/dzien bez UBEZPIECZENIA (Ubud)! Istnieje jednak niebezpieczenstwo, ze trafi sie na patrol nadgorliwej policji z zamiarem nalozenia na ‘turyste’ mandatu za np. nie posiadanie miedzynarodowego prawa jazdy na samochod czy tez motor (a powod na pewno sie znajdzie). Kara nie jest zbyt wysoka. ‘Oplata’ za brak prawa jazdy na skuter to ok. 15.000IDR.
5. Przed przylotem na Bali zabookowalam nocleg w hotelu Aquarius w Kucie. Jedna noc kosztowala mnie 165.000IDR (16e) plus sniadanie wliczone w cene (niestety bez AC i cieplej wody). Pokoj slaby ale w centrum Kuty i wszedzie blisko na piechote. Po raz drugi w Kucie zatrzymalam sie z anglikami w Suka Beach Inn, gdzie za podobne warunki placilismy 150.000IDR na 3 osoby. Podrozowanie samemu wychodzi niestety drozej Sad smile (ktos chetny dolaczyc?Smile). Jadac do Ubud niczego nie bookowalam. Znalazlam pokoj tuz po przybyciu na miejsce w biurze Perama Tour.
6. Bali ma do zaoferowania mase atrakcji. Problemem jest dostac sie w te miejsca. Moza sobie wykupic wycieczke. Tak tez zrobilam chcac wspiac sie na Mt. Batur. To przyjemnosc kosztowal mnie 350.000IDR. Czy tez wycieczka po swiatyniach, wyjazd z Ubud za 120.000IDR sam samochod, wejscia oplaca sie samemu.
7. Jadlam przede wszystkim w hotelu bo czulam sie tam najbezpieczniej. Ani nie bylo tanio, ani zbyt smacznie. Za to codziennie dostarczalam sobie porcje swiezo wycisnietego soku z anansa, papaji, arbuza, melona, mango, banana lub mixu kilku wybranych. Internet wifi byl do dyspozycji w hotelowej restauracji, dosc wolny ale umozliwiajacy komunikacje.
8. Lombok – Gili. Wyspa rozniac sie od Bali zasadniczo. Po pierwsze, Gili naleza terytorialnie od Lombok gdzie glownym wyznaniem jest islam (dosc zlagodzony na wyspie na potrzeby turystow). Po drugie, nie ma na Gili pojazdow silnikowych, tylko konie, rowery i nogi. Mozna ja obejsc dookola w 1.5h. Po trzecie, mozna sie tam dostac tylko lodka. Po czwarte, na Gili nie ma slodkiej wody (dowozona jest z matczynnej wyspy Lombok). Woda w kranie jest slona. Po piate, na wyspie nie ma psow tylko ogromne ilosci kotow. No i po szoste, na Gili sa bean bags – wielkie poduchy, gdzie spedzialam wiekszosc czasu Smile 
9. Przejazd samochodem z Ubud do portu w Padang Bai plus szybka motorowka na Gili Trawangan(1.5h) kosztowal mnie 350.000IDR. Powrotny bilet z miejscem docelowym w Kucie – 285.000IDR.
10. Nocleg na Gili: pierwsze 7 nocy w guest housie Salsabilla za 120.000IDR, 3 kolejne noce w Trawangan Divers z opcja ‘pokoje dla backpackera’ – tylko 50.000IDR (ale toalety byly obrzydliwe!).
11. Sniadania poczatkowo w guesthousie wliczone byly w cene pokoju. A tam zazwyczaj balijska kawa, nalesnik z bananem lub ananasem grubosci paznokcia, saladka owocowa. Skromnie ale smacznie i pozywnie (bananowy zastrzyk energii na caly dzien). Natomiast obiad i kolacja raz na rynku za 25-30.000IDR, raz w restuaracji lub na poduchach za powyzej 70.000IDR plus podatek i oplata za serwis ok 15% rachunku. Najslynniejsze Mia Goreng i Nasi Goreng kosztowalo ok. 35.000IDR. 1.5l butelka wody mineralnej 5.000IDR. Maly Bintang 20-25.000IDR, moj slynny gin i tonik – 21.000IDR w Irish barze. U Rudego, jeszcze taniej 16.000IDR za podwojny gin. Dostep do netu byl w niektorych restauracjach (i na poduchach) ale szybkosc i jakosc pozostawiala wiele do zyczenia.
12. Ludnosc na obu wyspach jest przesympatyczna jak przelamie sie bariere zniechecenia panujacymi na wyspie zwyczajami. Poczatkowo kazda wymiane zdan z miejscowymi, kazda zaczepke odbieralam bardzo osobiscie, jako zachete do dalszych negocjacji. Stracilam w pewnym momencie chcec poznawania kultury i ludzi bo mialam wrazenie, ze zaraz bede musiala za to zaplacic. Oswojona z tematem nawiazalam pare ciekawych rozmow z mieszkancami.
13. No i najczescie spotykane narodowosci na Gili to Holendrzy (Indonezja to byla kolonia), Francuzi, Szwedzi i chyba Anglicy. Na Gili Tylko raz slyszalam mowe polska, wiec smialo moge powiedziec: dzielnie reprezentowalam nasz kraj przez te 10 dni Smile
14. I ogolne zestawienie kosztow: wydalam ok. 650e na zycie i dodatkowo 300e na kurs nurkowania. Dzienne wydatki z pominieciem kursu wyniosly 32e. Troche wiecej niz sie spodziewalam ale raz sie zyje :)

Friday, 26 November 2010

Gili Trawanger (10-20 list)

Lekki poslizg w updatowaniu bloga. Upss… Oj, od czego by tu zaczac?! Moze od wyboru egzotycznej, slonecznej, kolorowej wyspy! Okazala sie byc bajkowa i rajska ale nie bezludna. Moj wybor padl na Gili Trawanger. Wyruszylam z zamiarem spedzenia gora trzech nocy, zostalam dziesiec Smile To sie nazywa ‘milosc od pierwszego wrazenia’. Ale od poczatku.
Zoraganizowanym transportem z Ubud udalam sie autobusem z innymi backpackerowcami do portowego miasteczka Padang Bai a stamtad szybka lodka na Gili Trawangan. Trudy podrozy dzielilam z para Amerykanow pochodzenia chinskiego i tajwanskiego – Margaret i Lu, i dwoma holendrami Taco i Danielem. O 11 rano bylismy juz na miejscu. Zdecydowalismy trzymac sie razem i wynajelismy pokoje w tym samym guesthousie za 120.000IDR (ok.10e) ze sniadaniem. Zrzucilismy bagaze i udalismy sie na ‘miasto’ – glowna ulice Gili, z zamiarem zrelaksowania sie po podrozy, rozkoszowania sie swiezym powietrzem (na Gili nie ma samochodow ani motorow, jedyny trasport to konie i rowery) i uraczenia naszych zoladkow. Wybor padl na najlepsza miejscowke na wyspie – bean bags (wielkie wypchane czyms poduchy )! I tak juz zostalo. Niesamowity klimat, widok na plaze i morze, chilloutowa muzyczka w tle, prazace slonce, lekka bryza, schlodzony Bintang (piwo indonezyjskie) i rozmowy o podrozowaniu i zyciu. Zyc – nie umierac!!! Ponownie radosc zagosciala w moim seduchu.
DSC_0158 DSC_0161
DSC_0189 DSC_0179
Tak siedzielismy do pozna, poznajac sie, saczac Bintang za Bintangiem Smile Poznym wieczorem bylo wyjscie na ‘miasto’ do… UWAGA UWAGA: Irish Pubu na wieka irlandzka impreze Smile Na Gili co pon, srd i piat odbywaja sie imprezy z dj w roznych pubach, jedym slowem wielkie dicho. Z ciekawosci wybralam sie tego wieczoru na wyspowe podrygi, zobaczyc co tez irlandczycy maja do zaoferowania. Swoja droga, srodek niczego, mala indonezyjska wyspa i Irish Pub!! Ci to sa wszedzie Winking smile  Nite club jak kazdy inny, to samo a nawet wiecej, towarzystwo wyluzowane, rozneglizowane ciala, tani alkohol, dudniaca muza. Pieknie, wystarczylo mi rekonansu wyspowego i o polnocy zwinelam sie do guesthouseu.
Na drugi dzien mialam pierwsza lekcje nauki nurkowania. Trafil mi sie instruktor – przystojniak, niestety mnie zlapala choroba zoladkowa i juz tak interesujaco sie nie zaprezentowalamWinking smile Koles natomiast wykazal sie pelnym profesjonalizmem mimo, ze w irish pubie balowal do rana. Uzylam sobie podczas mojego pierwszego nurkowania jak pies w studnii. Panikowalam, nie umialam utrzymac sie jednym poziomie w wodzie, bylo mi niedobrze i zimno, musialam plywac z instruktorem ‘za reke’. Jednak, pod koniec nurkowania otrzymawlam w nagrode widok wielkiego plywajacego zolwia. FantastycznieSmile Reszte dnia spedzialam w pokoju kurujac sie domowymi metodami.
Nastepnych pare dni uplynelo mi na robieniu doklanie NICZEGO Open-mouthed smile Plaza, woda, snorkeling, slonce, kasiazeczka, ciezka praca nad opalenizna, bujanie sie ze swiezo poznanymi znajomymi, popoludnia na poduchach, zachod slonca z widokiem na baliski wulkan i wieczorne wypady do pubow na gin i tonik jako, ze to dobry repelent na komary. Najczesciej zaczynalismy wypady od Irish pub, gdzie dzien w dzien mozna bylo spotkac te same twarze i posluchac tych samych kawalkow co dzien wczesniej. Poniedzialkowe wieczory to typowe dicho z housami w Blue Marlin. Srednia wieku lat 20. Piatkowy wieczorny rytm zycia wyspy nakreslany jest przez Rudy’s pub, gdzie, w rytmie muzyki swiata, mozna bylo uraczyc podniebienie i zmysly mashroom shakem. Nie probowalam, ale slyszalam z opowiesci, ze przy trzecim mozna doznac ‘jasnosci istnienia’. Tancowanie pod rozgrzanym metalowym dachem tez do przyjemnych nie nalezy. Po 2 minutach swobodnego bujania sie w rytm muzyki mozna koszyke wyrzynac. Moje imprezy zazwyczaj konczyly sie gdzie w okolicy godziny 24.00, natomiast wieksza czesc towarzystwa pedziala do hoteli tuz ze wschodem slonca. No co, starosc nie radosc w moim wykonaniu a moja dzienna dawke snu chyba wole ciut bardziej niz ‘rozmowy’ do rana. Najwiekszym zdziwieniem byl dla mnie widok indonezyjskich chlopcow, ktorzy nie biorac czynnego udzialu w balach turystow, dzielnie trzymali fason do rana w oczekiwaniu na przygode z mocno nietrzezwa turystka. A moze to tylko ja sie czepiam.
pic1
W Irish pubie

Zaprzyjaznilam sie blizej z Margaret, sliczna dziewczyna z pochodzenia tajwanka. W piatek, ostatnia swoja noc zdecydowli sie z Lu zatrzymac w najbardziej wypasionym hotelu na wyspie Ko-ko-mo. Za noclego zaplacili 160$. Poszlam zobaczyc to dzielo sztuki. Kazdy pokoj ma swoj wlasny basen, living room z tv, aneks kuchenny z zaopatrzona lodowka, mala platforme do opalania sie. Nic tylko zamknac sie w pokoju. Margaret zamowila romantyczny wystoj, czyli swieczki, kwiaty w basenie, przyciemnione swiatla, etc. Do tego momentu krecilam nosem no bo to przeciez tylko pokoj, ale romantyczny widok podzialal nawet na mnie. Ech, chyle czola bo bylo warto rozmarzyc sie przez chwile. Z grymasem zazdrosci na twarzy udalam sie do swojego, jakze ‘nudnego’ guest houseu po drodze mijajac impreze u RudegoSad smile.
pic3
W Ko-Ko-Mo, wg Trip Advisor najlepszym hotelu na Gili
W sobote Margaret i Lu wyjechali z wyspy, zapoznalam sie z dwoma holenderkami – Mary i Karin. Z Karin zlapalam od razu kontakt jako, ze ona 3 lata wczesniej odbyla samotna podroz dookola swiata. Poszly w ruch pytania, opowiesci, wspomnienia. Holenderki wyjechaly, zostalam tylko ja i Daniel. Samotnosc nie trawala dlugo bo on zapoznal kolejne dwie holenderskie dzieczyny i pare anglikow: Sophie i Toma. I tak do konca sie z nimi trzymalam.
DSC_0170 DSC_0260
DSC_0206 DSC_0284
W poniedzialek 15 lis zdecydowalam sie dokonczyc kurs nurka i zrobilam Open Water Scuba Diving kurs. Dodatkowe 3 nurkowania w morzu. To bylo to!! Rewelacja! Wpierw teoria, przez 3h ogladalam wideo z zasadami nurkowania, krotki trening w basenie i hola do wody. Tym razem nie bylo paniki przy schodzeniu na glebokosc 5, 12, 18 metrow. Nie mialam problemow z oddechem, nauczylam sie panowac nad nim, to prawie jak medytacja pod woda. Cwiczenia z czyszczeniem maski sprawily mi lekki klopot ale w praktyce szlo mi to zupelnie naturalnie. Reszta poszla gladko jak po masle. Widzialam 2 wielkie plywajace zolwie i ogromna ilosc kolorowych ryb: w paski pionowe i poprzeczne, w kratke, duze, male, blazenki Nemo zyjace w parzacym ukwiale, upiorne moreny, wstydliwa osmiornice, zyjatka mieszkajace w piachu, 16 metrowa sciane pokryta koralem, zatopiony pomost, co wygladem przypomina statek japonskiej marynarki, plywalam w lawicy sradynek czujac sie jak czesc ich gromady. Niesamowie doswiadczenie! Open-mouthed smile Bylam czescia tego wielkiego zbiornika wodnego, a zarazem czulam sie malenka i obca w tym swiecie, jak raczkujacy bobas uczacy sie chodzic. Przez podwodny swiat zostalam przyjeta bez oklaskow i ceremonii, ot kolejny dwunog, ktoremu sie wydaje, ze umie  oddychac pod woda. W planach mialam plywanie z rekinami a wyszly zolwie. Kto wie, pewnie jeszcze bede miala okazje.
I tak zlecial kolejny tydzien. Daniel zdecydowal sie wyruszyc na inna wyspe. Zostalam ja i anglicy. W miedzyczasie natknelam sie na Willa i Irene, ale czar wspolnie spedzonych chwil zostal w Ubud. Po malu zaczelam rozpoznawac miejsca, ludzi, nawet lokalnych gilijczykow, zaczelo mnie ogarniac uczucie ‘rozkladu’, czyli zupelnego zniechecenia, znudzenia i proznii. Przyszedl czas sie ewakuowac z wyspy. Moj czas juz sie skonczyl. Zal bylo opuszczac wyspe, ale pewnie jeszcze tam wroce (jako, ze ofiara w postaci chustki na glowe zostala zlozona podczas podrozy motorowka). Zabralam sie z Sophie i Tomem i wrocilismy do Kuty. Nie bylam zdecydowana do dalszej drogi. Tom wyruszal na Jave i to byla bardzo kuszaca propozycja. Ale na SE Azje pozostalo mi bardzo malo czasu a tyle do zobaczenia. Zdecydowalam sie kupic bilet do Bangkoku. Dwie noce spedzialam w Kucie z anglikami i Danielem. Zafundowalam sobie pare zabiegow pieknosci w balijskim spa salonie, zjadlam ‘pizze’ jak na pozegnanie z Indonezja przystalo, wypilam pare szklanek soku z ananasa, papaji, mango oraz ostatniego Bintanga i w poniedzialkowy poranek stawilam sie na lotnisku Denpasar, Bali. Czas na nowe przygody. O tym, wkrotce Smile.
DSC_0286 DSC_0296

Nauka plywania z maska, Amed, Bali (9 list)

Tego dnia mialam juz plynac na wyspe Gili Trawangan. Ale ze czulam sie swietnie w towarzystwie Willa i Irene postanowilam zostac jeszcze jeden dzien w Ubud. Wpadlam na genialny pomysl plywania z maska (snorkeling) w Amed/Tulamben na polnocno-wschodnim krancu Bali. Przedstawilam swoja propozycje i ku mojej uciesze nastawienia byly pozytywne. Oki, pozostalo nam tylko zdecydowac jak sie tam dostac. Opcji bylo pare, albo wynajac skuter, albo wynajac samochod z kierowca, albo wynajac auto. Dzien wczesniej, pare godzin po wspinaczce, pytalismy okolicznych kierowcow od ‘yes, transport’ ile sobie zycza za taka usluge. Rzucali cenami z ksiezyca, najczesciej 500-600tys IRP (ok50-60e!). Skuter nie wchodzil w gre bo nas byla trojka. Trzy skutery - taniej wyjdzie autem. Opcja wynajmu samego auta okazal sie byc najbardziej interesujaca. Ale jak zaczelismy doliczac koszty chociazby samej mapy drogowej Bali, benzyny, ubezpieczenia, no i moich nerwow (bo ja chcialam kierowac) szybko zrezygnowalismy z tej formy transportu. Wybralismy auto z kierowca. Pozostalo jeszcze ustalic cene. Udalo nam sie znalezc pana, ktory za cale 350tys IRP (35e) zdecydowal sie nas zawiezc do Amed i z powrotem, czekac na nas i pokazac jakies interesujace miejsca. To sie nazywa dobry deal. Umowilismy sie z kierowca (imienia nie pamietamSad smile) na godzine 7 rano. Kolejny dzien wczesnego wstawania. Sniadanko o 6.30, standard – nalesnik ze smazonymi bananami, saladka z owocow i balijaksa kawa. Pieknie rozpoczety kolejny dzien. Tym razem mialam byc druga osoba do odbioru. Czekam przed wejscie do guesthouseu jakies 20 minut. Nikt nie podjezdzal. Mysle sobie, koles nas wyrolowal. O tyle dobrze, ze nie zaplacilismy mu z gory. Decyduje sie pojsc w strone guesthousu Irene choc dokladnie nie wiem gdzie ona mieszka. Czekam na jednej z glownych ulic, rozgladam sie, cisza. Wtem jakby z przypadka mija mnie duzy ciemny jeep z Irene na przodzie. Happy days!! Pol godziny czekania, negatywnych mysli i oto jedziemy do Amed. A jednak balijczycy dotrzymuja slowa Smile Ucieszona oddaje sie luzniej rozmowie w samochodzie. Jedziemy tak przez nastepne 2h. Po drodze rozkoszujemy sie widokami porannego wiejskiego zycia Bali, podziwiamy tarasy i wulkany, umiejetnosci kierowcow na drodze, wjezdzamy w samo serce wielkiej ulewy. Dojezdzamy na miejsce. Amed. Wypozyczamy sprzet do snorkelingu i heja do wody!!!! Open-mouthed smile No, nareszcie to co Kasia lubi najbardziej. Tylko, ze ja nie mam pojecia co zrobic z maska i plastikowa tuba! Wille okazuje sie byc pionierem i starym wyjadaczem ale przede wszystkim dobrym nauczycielem. Mam trudnosci z koordynowaniem oddechu pod woda, trudno mi jakos zaufac rurce. Pierwsza proba srednio udana, daje rade ale wstrzymuje oddech pod woda mimo, ze smialo moglabym oddychac, dlawie sie i dusze. Rozpadalo sie. Udajemy sie na lunch do pobliskiej restauracji. Zamawiamy Mie Goreng (zmazone nudle z kurczakiem i warzywami). Drugie podejscie, w koncu lapie o co w tym chodzi! Smile Jest zajebiscie!! Kolorowe ryby przeplywaja tuz przede mna lub pode mna, mienia sie kolorami teczy, roznia ksztaltem, wzorem na ciele, wielkoscia. Najlepsze sa male niebieskie rybki kolorem podobne do nieba nad zielenia irlandzka oraz zoltobarwne w paski pionowe, rybli w kratke i purpurowe rozgwiazdySmile Straszna mam frajde z ogladania podwodnego zycia, czuje sie jakbym plywala w wielkim akwarium i byla czescia morskiego zycia. Chwila odpoczynku na plazy i ponowny skok do wody, tym bardziej juz odwazny! Moglabym z wody nie wychodzic a konce moich palcow przypominaja ksztaltem wysuszona marchewke.

Po tak udanym dniu w wodzie, wracamy zmeczeni do Ubud. Udajemny sie na kolacje i pozegnalne drinki jako, ze nastepnego dnia jade na wyspe Gili. I jest tak jakos smutno. Pare dni wspolnie spedzonych z Willem i Irene, swietny kontakt, wspolne przezywanie chwil, nauka, poznawanie i przywiazalam sie do nich, szczegolnie do Willa. Nawiazalam z nim swietna relacje, czulam sie jakbysmy sie znali co najmniej 10 lat, rozumieli bez slow i mieli te same gusta. Ot, wersja mnie samej w meskim wydaniu Smile No ale przyszedl czas rozstania. Wymienilismy sie kontaktami, kto wie, moze spotkam sie z nimi na Gili. Pozeganalismy sie i kazde z nas udalo sie w swoja strone.

DSC_0101 DSC_0107

DSC_0117 DSC_0138

Saturday, 13 November 2010

Trekking po wulkanie Batur, Bali (8 list)

Pobudka o 2.45, maly plecak spakowany, szybki prysznic i jestem gotowa do drogi. Zgodnie ze wczesniejszymi uzgodnieniami o 3.00am podjezdza samochod. Jestem sama, mam troche pietra bo nikogo w aucie a mialy jechac z nami jeszcze 2 osoby. Ale co tam, ryzyk fizyk, mysle sobie, komu by sie chcialo czyhac na mnie o 3 rano?! Wsiadam, jedziemy dalej i po drodze zabieramy dziewczyne – Szwajcarke, Irene. Jedziemy na Monkey Forest Rd. i zgarniamy mojego juz-kolege Willa. Jedziemy godzine, docieramy do podnoza gory, jest 4am. Dostajemy za przewodnika chlopaczka 26-letniego, jak sie pozniej okazalo, wygladem przypominajacego 16-latka. Zaczynamy trekking. Irene wspominala podczas swojej podrozy po Indonezji zdobyla pare wulkanow na Javie. Mysle sobie, zawodniczka bedzie niezla, to sie namacham nozkami bo z moja kondycja ostatnio cienko. Poczatek jest plaski, latarka na czole, cieplosc, troche piachu, troche kamieni typu wulkanicznego, nic specjalnego, widokow zadnych. I tak mija jakies 30 min. Zaczyna sie ostre podejscie, mnie nogi same niosa, i wyrywam do przodu. Zazwyczaj przy wspinaczce nadaje sobie ostre tempo. Will tez daje rade. Tymczasem Irene bardzo nas spowalnia. Przewodnik decyduje podrzucic nas koledze, tak zebysmy mogli pojsc swoim, szybszym tempem na szczyt. Zaczyna switac. W oddali widac lekki zarysy wulkanu Mt. Agung (ponad 3.000mnpm) otoczonego miekkimi chumrami. Przepiekny widok, jakby gora leniwie budzila sie do zycia i decydowala sama o sobie. Docieramy na szczyt o 5.30. Jest juz prawie widno, widok na Mt. Agung zaslaniaja lekkie chmury, ale i tak jest fantastycznie!! Moje pierwsza nocna wspinaczka, wulkan Batur zdobyty!! Smile Fundujemy sobie po butelce coli, Wille dzieli sie szwedzkimi zelkami i czekolada i tak oblewamy nocna wspinaczke.

DSC_0053 DSC_0059

DSC_0062 DSC_0057 

Czekamy na Irene, naszego przewodnika i sniadanie! Docieraja po jakis 20 minutach. Na szczycie gory pysznie smakuje chleb tostowy z bananem, ugotowane na twardo jajko i kubek herbaty. Usmiech nie znika mi z twarzy. Tak sobie tkwimy na gorze, cieszac oczy widokiem, sloncem, lekkim wiatrem. Tlumy ludzi gdzies sie rozeszly, zostalismy sami. Schodzimy w glab krateru, para wydobywa sie z wulkanu, a ja sie czuje jak w spa w Ciechocinku. Zdrowo, energetycznie, magicznie. Ot takie czary mary Smile Decydujemy sie wspiac wyzej i obejsc krater dookola. Wulkan Agung w ostrym porannym swietle wyglada groznie a chmury nadaja ma powagi i respektu. Nie ma jeszcze godziny 8 rano, zar leje sie nieba, wysoka wilgotnsc powietrza daje sie we znaki. Humory jednak dopisuja. Usmiechamy sie do siebie, zartujemy, cieszymy sie chwila i wykonanym zadaniem. Teraz tylko zejscie w dol. Nie jest juz tak ekscytujaco. Zmeczenie i brak energii staja sie odczuwalne, potykam sie i laduje na tylku. Przystajemy pod drzewem na maly zastrzyk energii. Tym razem Irene dzieli sie migdalami w czekoladzie. Godzina 10.30am siedzimy wygodnie w samochodzie i wracamy do Ubud. Po drodze jeszcze jeden widok na ‘nasza zdobycz’. Uczucie zachwytu i radosci dotrzymuje mi towarzystwa przez reszte dnia.

DSC_0065 DSC_0068

DSC_0087 DSC_0075

Wracajac do Ubud przejzedzamy kolo pieknych tarasow ryzowych. Zatrzymujemy sie i cykamy foty. Tak zapamietam BaliSmile

DSC_0093 DSC_0096