Podroz nocnym pociagiem z Bangkoku do Chiang Mai minela przyjemnie. Wykupilam sobie 2 klase wagonu sypialnego z gornym lozkiem. Moim bezposrednim sasiadem byl chlopak z Barcelony samotnie podrozujacy przez pol roku po swiecie. Wymienilismy sie wrazeniami z naszych podrozy, dowiedzialam sie jak ‘uroczo’ jest w Indiach, rozmawialismy o dlaszych planach i ogolnie o zyciu. Sasiadami z przedzialu na przeciwko byla hipi-para japonczykow z 4 letnim chlopcem. Maly szybko zawinal sie do spania. Zreszta nie tylko maly, wiekszosc ludzi z wagonu juz o 21.00 spala. Zachowanie innych wplynelo konformistycznie na mnie i rozmowe z moim nowym katalonskim kolega zakonczylam i udalam sie na swoja gorna prycz (jak kura na grzedzie ).
Tajlandzka kolej przypomina bardziej nasz rodzima, bynajmniej nie ma nic wspolnego z japonskim Shinkansen. Pociag toczyl sie po torach bardzoooo wolno, kolyszac sie na boki. Za oknem ciemno wiec widoki zadne a i tak moja gorna prycz nie przewidywala okna. I tak sobie lezac na dosc waskim lozku, asekurowana pasami bezpieczenstwa, oswietlona niczym choinka swiatlem z korytarza, probowalam spac. Towarzyszylo mi dziwne uczucie niepewnosci i obawy o moje zdrowie w momencie hamowania. No bo przeciez latwo jest spasc z 2 metrow w trakcie snu. To przeswiadczenie nie pozwolilo zanuzyc sie w glebokim snie. No ale przeciez nie takie warunki sie znosilo: ponad 12h na siedzaco w drodze nad polskie morze, brak ogrzewania w wagonie jadac na narty do Szklarskiej lub brak prowiantu przez jakies 12h wracajac z Mielna (kasy braklo). To byly czasy Tuz po 6 rano wynurzyl sie widok za okna. Jakze inne od zatloczonego i znieczyszczonego Bangkoku. Zielono, w tle gorzyscie, pola ryzowe i lasy bambusowe. Po ok. 15 godzinach spedzonych w pociagu dotarlismy na miejsce. Zabralam sie do centrum miasta z moim katalonskim kolega. Tym razem nachodzilam sie szukajac noclegu. Odwiedzilam jakies 10 zanim trafilam do bardzo przyjemnego drewnianego malego guesthouseu za 200BHT (5e lub 20 zl). Szybki prysznic i na miasto. Zwiedzalam centrum Chiang Mai ale odpuscilam sobie swiatynie, probowalam przekasek na miejscowym rynku, przeszukiwalam oferty agencji turystycznych proponujacych atrakcje i tak zeszlo mi do wieczora, kiedy to odbywal sie niedzielny rynek. Pare glownych ulic Chiang Mai zamknieto dla ruchu samochodowego a rozstawiono kramy z roznosciami: jedzeniem, ubraniami, bizuteria, rekodzielem, zabawkami i stanowiskami do masazu. Bylo tego duzo i bardzo kolorowo. Zupelnie nieprzewidywanie trafilam do swiatynii skuszona cieplymi barwami lampionow. Zlazilam sie dobre 3h zanim zmeczona dotarlam na kwatere.
Nastepnego dnia wstalam wczesnie rano. Zarezerwowany mialam kurs gotwania w stylu tajskim (Thai cooking classes). Na miejscu przydzielona zostalam do grupy z 5 dziewczynami z Kanady, Chin i Slowenii. W drugim pokoju byla jeszcze jedna duza grupa, w ktorej znalazlo sie dwoch polakow. Kurs byl super! Na poczatku wybralismy sie na lokalny rynek zakupic potrzebne skladniki i dowiedziec sie o lokalnych warzywach, przyprawach, wyrobach. Wprost z rynku udalismy sie do kuchii. Na pierwszy ogien poszlo smazone krewetki w przyprawie curry. Dziewczyna prowadzaca pokazywala nam krok po kroku sposob przyrzadzenia??? potrawy, poznie byla nasza kolej. Najlepszym z tego wyszystkiego byl moment kulminacyjny, gdy potrawe wlasnorecznie przygotowana zajadalo sie ze smakiem. Przyrzadzenie mojego dania zajelo doslownie 5 minut a wyszlo rewelacyjne! Palce lizac. Nastepne w kolejnosci byly: saladka z papaji (papaya salad), zupa kurczak w mleku kokosowym (chicken in coconut milk), zielona pasta curry, zielone curry z kurczakiem (green curry with chicken) a na deser chestnuts w mleku kokosowym (water chestnut in coconut milk). Wszystko wyszlo wysmienicie!! Dawno nie mialam takiej uczty kulinarnej a moje doznania smakowe i zmyslowe w koncu zostaly dopieszczone
Wieczorem wybralam sie z dziewczzynamiz kursu i moim katalonskim kolega na piwo do lokalu prowadzonego przez irlandczyka. Suprise, suprise Spotkanie bez rewelacji. Bez planu na nastepny dzien wrocilam na kwatere.
Dzięki za kartki :) Doszły obie na raz :)
ReplyDeleteJakie masz dalsze plany strategiczne ?