Poczatki sa zawsze trudne. Takie przeswiadczenie pokutuje w mojej glowie. Ale jesli mowa o spelnianiu marzen, chyba nie ma nic prostrzego. Wybor jest oczywisty i lezy zakorzeniony w sercu kazdego czlowieka.
Z moim wyborem bylo i latwo i trudno. A zaczelo sie to pewnego pieknego zimowego wieczoru w miescie Lodzi. Wybralam sie zupelnie sama na slajdowisko i spotkanie z podrozniczka Beata Pawlikowska. Pani Beata relacjonowala swoja ostatnia podroz do dzungii amazonskiej, dzielila sie z uczestinkami spotkania swoimi wrazeniami z podrozy, spotkaniem z ludnoscia lokalna, przygodami w dzungli. Tego wlasnie dania zapragnelam byc taka jak ona i robic to samo co ona, podrozowac i poznawac inne swiaty. Jendak to marzenie wydawalo mi sie iscie surrelaistyczne. W koncu bylo ono tylko marzeniem. Moje zycie toczylo sie dalej. Lub tez ja wyznaczalam mu taki wlasnie tor. Ogolne poczucie bezpieczenstwa, konfort znanego 'piekielka', powtarzalnosc czynnosci i dni i wewnetrzne poczucie niespelnienia i pustki zaczely coraz bardziej dawac znac o sobie. Nic nowego moznaby powiedziec zwyczajna rutyna dnia codziennego, praca od 8.00 rano, gdzies tam lunch w miedzyczasie, powrot do domu zatloczonym autobusem z ludzmi o smutnych oczach. Czulam ogolno ogarniajace mnie uczucie stagnacji, beznadzieji, znudzenia. Czulam, ze moje oczy zaczynaja sie zapadac. Az przyszedl moment w ktorym podjelam walke o siebie. Obudzilam sie z dlugiego snu. Dlugo wyczekany zwrot nastapil w momencie podjecia decyzji o wyjezdzie. W poszukiwaniu nowych wrazen, siebie, zmian wyruszylam do Irlandii. Coz to byly za poczatki, czulam ze moge wszystko. Poczulam wiatr we wlosach! Zaczelam realizowac swoja pasje podrozowania, poznawania, odwiedzania, odkopywania, szukania, zagladania, trenowalam swoj chrakter, umiejetnosci. Odwiedzalam rozne zakatki, wpierw w Irl, pozniej w Europie. Wracalam pelna enegrii i radosci, zadowolenia i pasji. Jednak poczucie wolnosci i odwagi bycia sama gdzies w swiecie bylo silniejesze. Po dwoch latach wojazy zdecydowalam sie na wyjaz z zorganizowana grupa do Peru i Boliwi. Byla to najwspanialasza podroz mojego zycia. Trwala co prawda tylko 3 tyg ale poruszyla mna do glebi. Przede wszystkim poczulam ze 'moge', swiat do mnie nalezy, ja sprawuje kontrole na swoim zyciemi i ja wyznaczam mu tor. Wszystko co do tej pory w swoim zyciu zrobilam i osignelam, sprowadzalo sie do jedngeo celu. Podazac za swoimi marzeniami i pozwolic im sie zrealizowac. Minely 2 lat od tamtej pamietnej podrozy. A ja znowu jade. Tym razem na dluzej, na kilka miesiecy, sama, w kierunku mniej lub bardziej wyznaczonym, w celu poszykiwania siebie, ludzi, kultur, tradycji, spelnienia marzen!!
Marzenia rosna w nas w naszej Fantazji. Od nas zalezy czy pozwolimy im sie spelnic. Czy pomozemy im troszeczke czy tez pozwolimy aby pochonela je Nicosc (The Neverending Story). Wybor zalezy od nas. Ja wybieram to pierwsze!!